Nie wałbrzyska, a świdnicka prokuratura zajmie się na razie sprawą Dariusza Mikulskiego, odwołanego dyrektora Filharmonii Sudeckiej - donosi "Gazeta Wrocławska". Śledczy będą wyjaśniać, czy doszło w filharmonii do nieprawidłowości finansowych i czy były dyrektor naraził instytucję na szkody majątkowe.
Chodzi między innymi o honoraria za dyrygowanie, na które Dariusz Mikulski sam miał podpisywać odrębne umowy i wypłacać sobie pieniądze. W sumie kwota dodatkowych dochodów z tego tytułu wypłaconych w ciągu 5 lat ma przekraczać 290 tysięcy złotych. Świdnicka prokuratura ma zadecydować, która z rejowych prokuratur będzie kontynuować śledztwo. Jeżeli potwierdzi ono uchybienia, były dyrektor może usłyszeć zarzuty, za które grozi kara 3, a nawet 8 lat więzienia. Dariusz Mikulski twierdzi, że podejrzenia są absurdalne, wynikają z bałaganu prawnego zastanego przez niego w Filharmonii w chwili przejęcia obowiązków.