Już cztery porażki na swoim koncie mają w pierwszoligowych zmaganiach koszykarze wałbrzyskiego Górnika. Tym razem pokonani wrócili z Łańcuta, gdzie przegrali z miejscowym Sokołem 66:72. W ubiegłym tygodniu w pierwszym mecz w tym sezonie we własnej hali ulegli Big Starowi Tychy. Start do wymarzonych nie należy, cztery porażki w czterech meczach to nie jest rezultat pożądany. Mamy mecz zaległy, zamykamy tabelę, a jedyną oprócz nas drużyną z samymi porażkami są Żubry Białystok.
Ciekawostką jest fakt, że jesteśmy dość dobrze broniąca drużyną, mniej straconych koszy ma tylko jedna drużyna - Start Lublin. Ale co z tego skoro w klasyfikacji rzuconych koszy zajmujemy niechlubne ostatnie miejsce ex aequo z tą właśnie drużyną. Tyle że lublinianie potrafili dwa razy do tej pory przechylić w meczach szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Sytuacja jest trudna i o utrzymanie się będzie bardzo ciężko. Zainteresowanie kibiców meczami jest dość spore pomimo tragicznych wyników zespołu. Środowy mecz w hali OSiRu przyciągnął około 800 widzów. Szczególne podziękowania za głośny doping należą się ekipie z zielonych krzesełek, choć za rzucanie przedmiotów na parkiet w trakcie meczu należy się nagana. I to zarówno im jak i tym siedzącym za ławką gości.
Jest jeszcze jedna rzecz o której chcieliśmy przy okazji wspomnieć. Mianowicie chcielibyśmy spytać organizatorów meczów co się stało z dobrą tradycją wpuszczania za darmo na drugą połowę meczu, bo takie dostajemy sygnały, że wynajęta ochrona restrykcyjnie egzekwuje bilety nawet 5 (!!!) minut przed końcem spotkania. Czy nie warto dać szansę wejścia choć na ostatnie dwie kwarty tym, których nie stać na bilet, a rekrutujących się w większości z młodzieży szkolnej? Ci którzy mają zapłacić za bilet i tak przyjdą na cały mecz. Czy dwa sezony spędzone poza Wałbrzychem sprawiły, że zarząd zapoomniał o swoich kibicach? Dajemy to pod rozwagę.
Red.