Nasz Wałbrzych - niezależny portal miejski

środa, 28-09-2022r., godz. 1:54 kalendarium»
imieniny: Libuszy, Wacławy, Wacława prezent»
zobacz swój horoskop na dziś»
pogoda w serwisie Onet.pl»
Interesuje Cię reklama w portalu? Zadzwoń 513-356-714






2011-10-13 / 16:35

W 'Zakrystii Kultury'

dodał: Bartek Mazur

Jesienne wieczory w głuszyckiej „Starej Piekarni”, to idealny sposób na oderwanie się choć na moment od szarej, powszedniej rzeczywistości. Wystarczy przekroczyć próg, by znaleźć się w świecie ułudy i fantazji. Takie wrażenie czyni gustowny wystrój wnętrza restauracji, intymne światła, subtelne elementy dekoracji, woń świeżo zaparzonej kawy i domowych wypieków. A może to istotnie tchnienie dawnej piekarni, które przeniknęło ściany budynku i nadal promieniuje zapachem pieczonego ciasta? Nie będę się z nikim spierał na temat moich subiektywnych odczuć. Dla mnie to miejsce jest ciepłym i wonnym wspomnieniem dawnych lat. Tu do piekarni byłem zapraszany na domowe uroczystości zaprzyjaźnionej rodziny, na niedzielne obiady lub wieczorną kawę z puszystymi słodkościami. A działo się to w czasach, w których do rzadkości należało delektowanie się kawą po turecku, nie mówiąc o deserach własnej kuchni. Dziś po wielu latach stara piekarnia pełni nową rolę, ale ewenementem jest to, że jako restauracja nie ogranicza się do gastronomii. Staje się, jak już parę razy pisałem, głuszycką świątynią kultury. Może trochę przesadziłem z tą świątynią, ale zakrystią, by zachować sakralną terminologię. Świątynią jest już w całej okazałości miejscowe Centrum Kultury, o czym możemy przekonać się na miejskiej stronie internetowej, redagowanej przez osobę wyraźnie uduchowioną.





Skąd się wzięły te wzniosłe porównania ? A być może stąd, że ostatni czwartkowy wieczór w „Starej Piekarni” miał charakter zupełnie mistyczny, magiczny, ponadzmysłowy. Sprawcą tego był wyjątkowy artysta, malarz, podróżnik, fotograf, twórca obrazów energetycznych i fluidalnych, fenomenolog, Mikołaj Butkiewicz z Dzierżoniowa. Uprawia malarstwo współczesne i sztukę konceptualną, organizuje plenery malarskie i fotograficzne w Polsce i za granicą. Ostatnio, jak mówił, cieszy się rosnącym zainteresowaniem w słonecznej Turcji i na Cyprze.

W „Starej Piekarni” zachwycił licznie zgromadzonych gości przede wszystkim znakomitą kolekcją obrazków „Żyd na szczęście” To cała gama medalionów dostojnych, zamyślonych Żydów, takich jakich można było znaleźć w kamienicach pożydowskich. Jednak najbardziej charakterystycznym nurtem w sztuce Mikołaja Butkiewicza, (obok malarstwa i fotografii, zajmuje się także rzeźbą) jest ukazywanie energii i ekspresji tkwiącej w akcie tworzenia, pokazanie niezidentyfikowanych, niematerialnych fluidów towarzyszących artyście i przeobrażających się w abstrakcyjne formy w dziele artysty.

Mikołaj Butkiewicz zainteresował panie niezwykłą szansą na odzyskanie energii i witalności skutkiem pozyskania kamienia energetycznego. Posiada on taką siłę sprawczą (chodzi oczywiście o kamień), że potrafi powstrzymać proces starzenia się, a nawet odmłodzić jego posiadaczkę o cirke 10 lat. Trudno się dziwić, że natychmiast, zanim jeszcze kamienie energetyczne były w stanie emitować swą energię, zgłosiły się po nie pobudzone do czynu panie, z których aż osiem otrzymało do ręki kamień z zastrzeżeniem, że jego oddziaływanie jest możliwe do spełnienia pod warunkiem niezachwianej wiary w jego cudowną moc Kamień należy przechowywać najlepiej w doniczce kwiatowej i czerpać po cichu jego energię, obejmując doniczkę ramionami i przytulając do piersi.

Nasz znakomity gość nie ograniczył się tylko i wyłącznie do rozdawnictwa kamieni energetycznych. Kolejną mistyczną dostarczycielką energetycznych fluidów okazała się młoda, tajemnicza w swej pogodnej powadze na twarzy jak Mona Liza boskiego Leonarda, odważna dziewczyna, która zgodziła się, by na jej ramionach i odkrytej części tułowia, nasz dzierżoniowski Leonardo wykonał zupełnie impulsywną, nieokiełznaną, malarską improwizację. Każdy kto po tym akcie twórczym odważył się podać jej rękę, zyskiwał taki indeks impulsów energetycznych, że mógł bez żadnych obiekcji skorzystać ze wszystkich specyfików oferowanych przez miłe i uśmiechnięte kelnerki restauracji, będąc pewny że powróci do domu jak młody Bóg.

Pytam moich wspaniałych Czytelników, czy ktoś ma jeszcze wątpliwości co do tego, że „Starą Piekarnię” w Głuszycy nazwałem „zakrystią kultury”. Przecież dzieją się w niej rzeczy zaiste metafizyczne.

Stanisław Michalik









co czytamy we wrześniu
1. Stare zdjęcia: Biały Kami...
2. Festiwalowe lato
3. Foto: Rozpoczęcie lata na...
4. Sprawy romskie
5. Gmina Głuszyca - główne i...

walbrzych.info
redakcja  •  reklama  •  logo, banery  •  regulamin  •  zgłoś błąd

Copyright © 2003-2022 walbrzych.info  •  strony internetowe i hosting Wałbrzych