Nasz Wałbrzych - niezależny portal miejski

środa, 28-09-2022r., godz. 2:57 kalendarium»
imieniny: Libuszy, Wacławy, Wacława prezent»
zobacz swój horoskop na dziś»
pogoda w serwisie Onet.pl»
Interesuje Cię reklama w portalu? Zadzwoń 513-356-714






2011-04-26 / 15:38

Wałbrzych może świat zadziwić!

dodał: Bartek Mazur

W którejś z audycji radia „złote przeboje” mówiłem o Wałbrzychu, że to nie jest takie sobie, zwykłe, byle jakie miasto. Próbowałem przekonać do tego słuchaczy wskazując na niezwykłe walory położenia geograficznego, piękno przyrody, bogactwo zabytków architektury. Miałem też na uwadze pojawiające się coraz częściej w literaturze popularno-naukowej przypuszczenia o wyjątkowej roli Wałbrzycha w przemyśle zbrojeniowym Niemiec w czasie II wojny światowej.





Widzę Wałbrzych od dawna jako miasto niespełnionych szans i nadziei. Byłem i jestem przekonany, że czas renesansu Wałbrzycha wcześniej, czy później nastąpi, że spełni się sen lokalnych patriotów, zrzeszonych i wolnych poszukiwaczy skarbów, zakotwiczonych w mieście przesiedleńców z różnych stron Polski i świata, którzy docenili zalety tego zagadkowego miasta i możliwość odkrycia wciąż jeszcze intrygującej tajemnicy z nieodległej przeszłości wojennej.

To drzemało we mnie od dawna, nadzieja że zajdzie coś niezwykłego, że wreszcie ktoś się otrząśnie z letargu , że jakimś cudem uda się odsłonić prawdę o przedwojennym i wojennym Wałbrzychu, a oczom wielu malkontentów i niedowiarków ukaże się wreszcie miasto niezwykłe, o nieograniczonych możliwościach, miasto które mogło odegrać w historii Niemiec Hitlerowskich rolę niewyobrażalną. Zabrakło być może kilku lub kilkunastu miesięcy, by przygotowywany od dawna i niebywale zintensyfikowany pod koniec wojny plan uruchomienia „cudownej broni” będącej w stanie powstrzymać ofensywę aliantów, stał się faktem realnym i tragicznym dla Europy i świata. I to mogło stać się właśnie tu, w Wałbrzychu, w naszym, dla większości mieszkańców biednym, ponurym, zaniedbanym byle jakim mieście. To nie jest tytuł do chwały, zarówno dla byłych niemieckich włodarzy miasta, jak i dla współczesnych samorządowców, że w ich mieście mógł się „urodzić” produkt masowej zagłady ludzkości, którego skutki odczuli tak dotkliwie nieco później na własnej skórze mieszkańcy Hiroszimy i Nagasaki. Ale nie chodzi tu o chlubę, lecz odkrycie prawdy o tym, co się działo, co było realne i prawdziwe, a co zostało zasłonięte tajemnicą wojenną po to, by zatrzeć ślady, a zarazem ukryć bezcenne świadectwa, świadczące namacalnie o zbrodniczych zamiarach przywódców III Rzeszy Niemieckiej. Chodzi też o to, żeby przeciąć wreszcie krąg domysłów, plotek i fantasmagorii o podziemiach wałbrzyskich, które obracają się jak szkiełka w kalejdoskopie i bawią tylko wyobraźnię nie przynosząc ze sobą nic pożytecznego.


Czytelnicy portalu pomyślą, że chyba się najadłem bełkotu i zaczynam w poświątecznym nastroju mamić ich wyobraźnię potokiem frazesów, nie mających pokrycia z rzeczywistością. Bo co się właściwie stało, co ruszyło z posad bryłę miasta, co wstrząsnęło jego zewnętrznym i wewnętrznym obliczem ? Nie było żadnego tsunami, ani trzęsienia ziemi, ani huraganu. Nawet sąd rejonowy okazał się trwałym jak monolit w przekonaniu, że żadne kupczenie głosami w wyborach nie stanowi podstaw do ich powtarzania. W Wałbrzychu nic się nie dzieje szczególnego. Galeria „Viktoria” funkcjonuje tak samo jak w momencie uruchomienia, Wałbrzyskie Muzeum Przemysłu i Techniki zmienia swój image w kierunku parku kultury i wypoczynku, Lisia Sztolnia pozostaje nadal kanałem odpływowym, a Góra Parkowa miejscem wagarów uczniów Zespołu Szkól nr 2 jak za dawnych dobrych czasów PRL-u. Co się więc takiego zdarzyło?

Zdarzyła się rzecz, która jest w stanie poruszyć najbardziej niewzruszony fundament wiedzy o próbach nuklearnych III Rzeszy. A sprawą tą interesują się historycy i pasjonaci na całym świecie. Dziś możemy powiedzieć, że wiemy już na ten temat o niebo więcej niż dotąd. Mamy potwierdzenie, gdzie m. in. znajdowały się laboratoria doświadczalne broni jądrowej i gdzie miało się znajdować centrum przemysłu zbrojeniowego Niemiec Hitlerowskich. Otóż właśnie, gdzie?

Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama. Oczywiście w Wałbrzychu. To właśnie Wałbrzych stał się miejscem lokalizacji gigantycznego planu przeniesienia do podziemi przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy znanego pod kryptonimem Rüdiger, cytuję:

„Ta nazwa elektryzuje w południowo-zachodniej Polsce każdego kto choćby się tylko otarł o tematy związane z eksploracją i rozwiązywaniem tajemnic drugowojennej historii tego regionu. Rüdiger to na Dolnym Śląsku tajemnica tak wielka i nieomal równie sławna jak piramidy egipskie.

Zacytowałem dwa pierwsze zdania z 15-tego rozdziału książki Jerzego Rostkowskiego „Podziemia III Rzeszy. Tajemnice Książa, Wałbrzycha i Szczawna-Zdroju, wydanej w 2011 roku przez Dom Wydawniczy Rebis w Poznaniu.

Ta książka dla naszego środowiska wałbrzyskiego, to rewelacja. Nie znam równie mądrej, dobrze napisanej i frapującej książki związanej z najnowszą historią Wałbrzycha i okolic. Ponadto książka w sposób przekonywujący, oparty na dużej wiedzy, logicznych wnioskach i wieloletnich poszukiwaniach daje odpowiedź na szereg zagadek związanych z rolą i znaczeniem Wałbrzycha w hitlerowskich planach wojennych dotyczących produkcji najnowocześniejszej broni nuklearnej.

Wprawdzie można mieć zastrzeżenia co do tego, czy nazwa Rüdiger jest na D. Śląsku tak sławna jak piramidy egipskie, ale są ku temu przesłanki, aby tak się niebawem stało. Wszystko zależeć będzie od tego, jak lokalne władze miejskie i powiatowe potraktują niezwykle ważne i wstrząsające odkrycia autora książki i czy potrafią wyciągnąć wnioski, z wyjątkowej szansy na promocję miasta i przyciągnięcie do Wałbrzych setek tysięcy turystów z kraju i zza granicy. Potrzebne są do tego odważne decyzje i skuteczne działania z wykorzystaniem znajomości tematu i zaangażowania samego autora książki i bliskich mu pasjonatów - eksploratorów

Nigdy dotąd nie było takiej szansy, bo wszelkie domysły i podejrzenia miały charakter hipotetyczny. Dzięki badaniom autora książki stają się one nieomal dowodami. Wystarczy tylko potwierdzić je empirycznie, odsłaniając przynajmniej część ukrytych pokopalnianych sztolni i podziemnych korytarzy, zgodnie ze wskazówkami Jerzego Rostkowskiego.

Przyjrzyjmy się najpierw autorowi książki.

Jerzy Rostkowski z Warszawy nie jest historykiem, lecz jednym z najlepszych polskich eksploratorów. Pasją Rostkowskiego jest Dolny Śląsk. Opublikował wiele książek sławiących krajobrazy i architekturę tego regionu. Jego sentyment do Dolnego Śląska wiąże się z nagromadzeniem ukrytych w podziemiach tajemnic jak w żadnym innym regionie Polski. Jak pisze Tadeusz A. Kisielewski w przedmowie książki: „Żaden z polskich historyków deklarujących swoje zainteresowanie badaniem hitlerowskich zbrodni wojennych nie tylko nie może się wykazać podobnym osiągnięciem, ale choćby inicjatywą przybliżającą do niego.”

I rzeczywiście w książce znajdziemy potwierdzenie znajomości przez Jerzego Rostkowkiego wielu innych dziedzin nauki poza historią i geografią, n. p. górnictwo głębinowe, geofizyka, topografia, minerstwo, bronioznawstwo, technologia materiałów wybuchowych. Materiał do książki był gromadzony przez lata, a poprzedziły go częste wizje lokalne i kontakty z wielu tutejszymi poszukiwaczami, znawcami przedmiotu, pasjonatami, no i na koniec osobiste penetracje rozlicznych miejsc w Wałbrzychu i okolicach.

O tajemnicach Dolnego Śląska czasu II wojny światowej oraz o niemieckiej bombie atomowej opowiada sam Jerzy Rostkowski w interesującym wywiadzie udzielonym Łukaszowi Grzesiczakowi , opublikowanym w internetowych goglach:

Łukasz Grzesiczak: Czy nie boi się Pan zarzutu, że nie jest Pan historykiem, a jedynie zwykłym poszukiwaczem sensacji?

Jerzy Rostkowski: Nie, ponieważ staram się maksymalnie udokumentować to, o czym piszę. Wielokrotnie próbowano mi zarzucać wprowadzanie elementów wątpliwych do moich książek. Tak było również w przypadku Podziemi III Rzeszy, jest tam bowiem bardzo dużo nowych faktów, rzeczy wręcz nieprawdopodobnych. Zawodowi historycy natomiast często zarzucają mi brak bibliografii. Staram się zatem umieszczać w publikacjach mnóstwo zdjęć, podawać jak najwięcej odniesień do źródeł w postaci dokumentów. Wszystkie relacje jakie posiadam są nagrane, bądź spisane, i potwierdzone. Zwykle nie wystarcza mi ogromne prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia. Muszę mieć jego wyraźne, przynajmniej trzykrotne, potwierdzenie od osób, które się nie znają.

Czuje się Pan historykiem?

Nie. Czuję się miłośnikiem historii.

Na czym polega ta różnica?

Nie chciałbym obrazić moich kolegów historyków, akademickich zawodowców, przed którymi chylę czoło. Wydaje mi się jednak, że do pracy prawdziwego historyka można dołożyć coś jeszcze, odrobinę własnej dociekliwości potwierdzonej badaniami terenowymi, pasję, umiłowanie regionu, o którym się pisze. Chodzi więc o umiłowanie historii, a nie o czyste jej przekazywanie. No i język. Tego suchego języka naukowców nikt, oprócz specjalistów, nie przeczyta. To jak tu mówić o popularyzowaniu regionu?

Mówił Pan o umiłowaniu nie tylko historii, ale także rejonu, o którym się pisze. Zapytam więc o tę książkę, Podziemia III Rzeszy opowiadają o Wałbrzychu i jego okolicach: skąd zainteresowanie akurat tym obszarem? Proszę również powiedzieć jak wyglądały badania tam prowadzone? Jakie największe dla Pana samego niespodzianki odkrył Pan właśnie tam?

Dla mnie największą niespodzianką jest to, co dzieje się w tej chwili. Jestem obecnie szefem grupy badawczej. To stowarzyszenie, które grupuje pasjonatów z różnych dziedzin, ponieważ, choć to może wydać się niewiarygodne, niejednokrotnie w naszych badaniach musi uczestniczyć n. p. saper. Oczywiście wszyscy członkowie mają stosowane uprawnienia do działań. Jest też ważne, że moje książki nie powstałyby w tak dopracowanej formie, gdybym był sam. Stowarzyszenie, któremu mam przyjemność i honor przewodzić, to zgromadzenie dolnośląskich fanatyków, takich samych jak ja. My musimy odkrywać coś nowego. To pasja, hobby i wieloletnie zainteresowania nas wszystkich.

Skąd jednak u Pana takie zainteresowanie Dolnym Śląskiem?

Dolny Śląsk był dla mnie od zawsze krainą tajemnic. Urodziłem się w Cieplicach, długo mieszkałem we Wschowie.

Dzielnica Jeleniej Góry?

Cieplice to dzisiaj dzielnica Jeleniej Góry, kiedyś samodzielne uzdrowisko, gdzie pracował mój Ojciec. Zawsze dużo jeździłem po Polsce, jeszcze jako amator, zanim napisałem jakąkolwiek książkę. Wyjątkowo urzekł mnie Dolny Śląsk. To jest miejsce, gdzie można znaleźć najpiękniejsze widoki, najwspanialszych ludzi. Owszem, negatywy też się zdarzają. Jest to jednak miejsce szczególnie urokliwe i, jak się wydaje, również wyjątkowo zapomniane oraz przez lata zaniedbane. Cieszę się zatem, że jest nas, tych rozkochanych w Dolnym Śląsku, coraz więcej. Nie traktuję moich kolegów po piórze jako konkurencji. Wręcz przeciwnie. Uważam, że im więcej jest nas, pasjonatów, tym lepiej dla samego Dolnego Śląska, jest on bowiem ciągle krainą absolutnie niewykorzystaną turystycznie. Proszę zobaczyć jak wielkie pieniądze zarabiają określone tereny w Niemczech czy we Francji, jeśli posiadają w zanadrzu tajemnice II wojny światowej. Przecież wokół takiego kompleksu, jaki w tej chwili będziemy badać, mogą powstawać hoteliki, sklepiki, kawiarenki. Wystarczy spojrzeć ile zarabiają podziemia Sandomierza, które mają się przecież nijak do podziemi wałbrzyskich. Kto z polskich turystów jadących do Chorwacji lub Egiptu słyszał o zamku Czocha? Taki sondaż robiłem na warszawskim lotnisku. Na 100 zapytanych osób NIKT nie udzielił prawidłowej odpowiedzi.

Przerywam tok rozmowy, by nie przedłużać tekstu. Dalszy jej ciąg warto przeczytać w goglach.

Przejdę teraz do meritum sprawy. Co takiego nadzwyczajnego znajdujemy w książce o Wałbrzychu Jerzego Rostkowskiego, wyznaczającego nowy etap poznawczy wojennej historii miasta i jego najbliższych okolic ?

Zacznijmy od wyjaśnienia, co się mieści w tajnej nazwie Rüdiger.

Jerzy Rostkowski przytacza w swej książce informację otrzymaną od wałbrzyskiego pasjonata wojennych tajemnic III Rzeszy, Tomasza Jurka:

„Rüdiger…położony w odległych podziemnych wyrobiskach pokopalnianych, miał się stać podziemnym laboratorium jądrowym. Do obiektu, który był samowystarczalny, wyposażony we wszystkie agregaty prądotwórcze, ogrzewanie olejowe, własne ujęcie wody, doprowadzono pod ziemią kilkanaście kilometrów sieci energetycznej dużej mocy z elektrowni Wałbrzych. Obiekt również posiadał podziemną kolej łączącą go z Wałbrzychem. Poszczególne pomieszczenia oddzielały stalowe śluzy, otwierane za pomocą specjalnych kodowanych przepustek. Rüdiger posiadał bezpośrednią łączność telewizyjną z wszystkimi instytujami III Rzeszy oraz Führerhuptquartieren (FHQ), realizowaną poprzez centralę w podziemiach Fürstenstein…”

Powstają więc teraz kolejne pytania. Czy rzeczywiście ten gigantyczny projekt został przez Niemców zrealizowany, a jeśli tak, to gdzie się znajduje, gdzie jest to tajemne miejsce, czy zostało odkryte?

W dwóch rozdziałach książki (15 i 16) Jerzego Rostkowskiego znajdziemy mnóstwo szczegółów ilustrujących niezwykle żmudne i uciążliwe dochodzenie do sedna sprawy. Finał dociekań teoretyczno-doświadczalnych autora książki jest zaskakujący. Dlaczego tak zaskakujący? Bo dotyczy nie tego, co znajduje się na powierzchni, ale tego co pod ziemią. W Wałbrzychu mamy do czynienia nie z jedną fabryką zbrojeniową w wyrobiskach kopalnianych, lecz z całym podziemnym kompleksem fabryk połączonych podziemnym systemem komunikacyjnym. Najważniejszą rolę w tym systemie odgrywała właśnie Lisia Sztolnia, łącząca centrum kompleksu z rozsianymi po wszystkich szybach kopalnianych Wałbrzycha tajnymi fabrykami. Pod miastem mamy na określonym poziomie 410 m. zdumiewający labirynt podziemnych sztolni i hal fabrycznych nie mający nic wspólnego z wydobyciem węgla. Wybiegają one daleko poza administracyjne granice miasta, m. in. do Książa. I jeszcze rzecz najważniejsza - Centrum tego podziemnego miasta znajduje się, co wydawać by się mogło najmniej prawdopodobne, też w środku Wałbrzycha – właśnie pod Parkową Górą i Harcówką, miejscem spacerów dorosłych i zabaw dzieci i młodzieży. Tu mogą znajdować się do dziś nietknięte ludzką ręką ślady laboratorium zbrojeniowego, które udało się w ostatniej chwili zablokować i zamaskować, ale na pewno nie zniszczyć, bo przecież wciąż tliła się w świadomości Niemców iskra nadziei, że Adolf Hitler odwróci losy wojny i będzie można tu jeszcze powrócić. Drugie takie ważne miejsce doświadczalne związane z produkcją najnowocześniejszej broni znajduje się pod ziemią na samym początku Sobięcina, gdzie dziś króluje Galeria Viktoria, a skąd dość blisko podziemnymi chodnikami do szybów dawnej kopalni Viktoria.

To co powiedziałem wyżej, to zaledwie skrót, najprostsza komasacja obszernych dociekań autora, udokumentowanych interesującymi rozmowami z wałbrzyskimi inżynierami górnictwa i świadkami różnych zdarzeń powojennych, wskazujących na istnienie „drugiego, podziemnego Wałbrzycha”, o którym do dziś niewiele wiedzieliśmy. Takie książki jak „Podziemia III Rzeszy” Jerzego Rostkowskiego rzucają wiązkę światła na mroczne tajemnice niemieckiej Wunderwaffen (cudownej broni) w Wałbrzychu. To fascynująca historia, tak samo jak fascynująca jest książka, najważniejsza jak sądzę, w całej twórczości Jerzego Rostkowskiego, być może najważniejsza także dla Wałbrzycha.

Stanisław Michalik









co czytamy we wrześniu
1. Stare zdjęcia: Biały Kami...
2. Festiwalowe lato
3. Foto: Rozpoczęcie lata na...
4. Sprawy romskie
5. Gmina Głuszyca - główne i...

walbrzych.info
redakcja  •  reklama  •  logo, banery  •  regulamin  •  zgłoś błąd

Copyright © 2003-2022 walbrzych.info  •  strony internetowe i hosting Wałbrzych