Wielokulturowy Park Stara Kopalnia w Wałbrzychu
Spektakl Multimedialny - Giuseppe Verdi: „La Traviata“
24-26.09.2010r.
Na początek
Rewitalizacja oznacza przywrócenie do życia. Opera „La Traviata” wniesie życie w mroczne wnętrza Parku Wielokulturowego Stara Kopalnia w Wałbrzychu na dzień przed jego rewitalizacją. To pożegnanie z kopalnią taką, jaką ją znamy.
Niekonwencjonalna adaptacja jednej z najbardziej klasycznych oper kładzie akcent nie tyle na upadłą moralność, co na maskaradę, którą jest – i wtedy też była – stworzona przez nas wszystkich rzeczywistość.
Nasza hedonistyczna rozwiązłość jest równie fałszywa jak przed dwoma wiekami była publiczna moralność. Jedna i druga nie wierzy w to, że dziwka może mieć serce. Jedna i druga krzywdzi miłość i pozwoli nam na wszystko - oprócz bycia sobą.
La Traviata myślała, że żyje w rzeczywistości, a przebywała w krainie zbiorowej ułudy, na polakierowanych Polach Elizejskich, nim w jej uporządkowaną i stabilną egzystencję kobiety na sprzedaż wkroczyła najpierw miłość, a potem śmierć, burząc wszystko po drodze i ustawiając od nowa jej hierarchię priorytetów. Miała szczęście – miłość przyszła jako pierwsza. Jest dobrze, jeśli rewitalizacja naszego życia odbędzie się jeszcze przed śmiercią.
Nie zawsze da się po prostu płynąć z nurtem rzeki.
Arcydzieła mówią także o nas, choć ich autorzy jeszcze nas nie znali. To odróżnia arcydzieła od dzieł. Czy „La Traviatę” da się odczytać za pomocą naszej rzeczywistości? Rzeczywistości Wałbrzycha Anno Domini 2010? Na to pytanie będą mieli okazję odpowiedzieć sobie ci, którzy przyjdą obejrzeć ten niezwykły spektakl w reżyserii Anny Długołęckiej. Być może La Traviata, czyli Zbłąkana – ladacznica i niepoprawna romantyczka w jednym – mieszka gdzieś w każdym z nas. Errare humanum est.
Spotkajmy się w piątek, 24 września, o godz. 19.00. Ci, którzy przyjdą jeszcze wcześniej, będą mogli się przygotować do odbioru sztuki, zwiedzając stare kopalniane wnętrza i zjeżdżając głęboko pod ziemię. Początek wędrówki po Kopalni o godz. 17.00.
Organizator: Filharmonia Sudecka w Wałbrzychu
Współorganizacja:
Wielokulturowy Park Stara Kopalnia
Urząd Miejski w Wałbrzychu
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie
Wałbrzyski Ośrodek Kultury
Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu
Stowarzyszenie „Wałbrzyski Klub Fotograficzny“
Koncepcja realizacji, Reżyseria, Scenografia: Anna Długołęcka
Kierownictwo Muzyczne: Dariusz Mikulski
Występują:
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej
Soliści: Joanna Horodko, Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak, Agnieszka Kadłubowska, Tomasz Janczak, Bogusław Szynalski, Jerzy Gronowski, Robert Delegiewicz.
Chór Zespołu Szkół Muzycznych im. Stanisława Moniuszki w Wałbrzychu
Przygotowanie chóru: Małgorzata Sapiecha-Muzioł.
„Cordex“ Szkoła Tańca
„Dawka Energii“ Teatr Tańca
współpraca choreograficzna Magda Radłowska
„Fresh Crew“ Grupa taneczna
Teatr „Mundi“ przy Ogólnopolskim Teatrze „Wilhelm Es“
40 osobowa grupa młodzieży jako statyści
Verdi – wielkość i ból
Miał dwadzieścia siedem lat, kiedy postanowił porzucić muzykę na zawsze. Gdyby to zrobił, świat nigdy nie zobaczyłby „Aidy”, „Nabucca”, „La Traviaty”, „Trubadura”, „Rigoletta”, „Otella”. Nigdy nie zapomniał, że pochodzi z prostego ludu, a jego ojciec, Carlo, posiadał mały sklep z towarami kolonialnymi i gospodę w Le Roncole, wiosce koło Parmy. Często podkreślał, że jest urodzonym wiejskim prostakiem – była to część jego osobistej legendy. W wieku dziesięciu lat grywał w kościele na wszystkich nabożeństwach, a kiedy ojciec oddał go na naukę do zaprzyjaźnionego kupca w pobliskim miasteczku Busseto, wracał do rodzinnej wsi na każdą niedzielę, żeby sobie pograć. Chcąc oszczędzić nowe buty, wędrował boso dziesięć kilometrów w obie strony. Miłość do sztuki wymaga poświęceń. Tę właśnie sztukę chciał rzucić na zawsze po nagłej śmierci żony i dwojga malutkich dzieci – od ślubu minęły zaledwie cztery lata. Nie porzucił jej i został, jak sam siebie nazywał, „galernikiem muzyki”. Był symbolem patriotyzmu, przytrafiło mu się nawet to, że stał się hasłem niepodległościowym, i to w jak najbardziej dosłownym sensie. Jego nazwisko trafiało na mury w wersji VIVA V.E.R.D.I. – czyli Viva V(ittoro) E(manuelo) R(e) D'I(talia) – „Niech żyje Wiktor Emanuel, król (niepodległych) Włoch!” Stał się jednym z największych kompozytorów świata, a jego opery stanowią nieprzemijającą klasykę muzyki. Mimo spektakularnych sukcesów i niesłabnącej sławy umiał myśleć realistycznie, a współczucie nie było mu obce. Ufundował w Mediolanie – którego był honorowym obywatelem – dom starców dla muzyków. Podobno nie było w nim nigdy pustego pokoju. Zbliżając się do kresu swoich dni Verdi uznał ów dom za dzieło swojego życia.
Co to jest „La Traviata”?
Istniała naprawdę, nazywała się Marie Duplessis i autor powieści Dama Kameliowa, Aleksander Dumas syn, miał z nią romans. Powieść z 1847 roku, uważana za szczytowe osiągnięcie melodramatu, doczekała się licznych adaptacji scenicznych i operowych, z których najsłynniejsza jest właśnie „La Traviata” Giuseppe Verdiego. Główna bohaterka zwie się tam Violetta Valéry (a u Dumasa Małgorzata Gautier). Jej literackim pierwowzorem była poniekąd Manon Lescaut z „Historii Manon Lescaut i kawalera Des Grieux” Antoine Prévosta, opublikowanej w 1731, która również wywołała skandal. Manon nie jest jeszcze kurtyzaną, ale potrafi porzucić kochanka dla bogatszego mężczyzny, jeśli nie ma on dość pieniędzy. Dramatyczna historia obojga kończy się śmiercią Manon w dalekiej Ameryce. To właśnie tę książkę wykupuje na aukcji przedmiotów zmarłej na gruźlicę Damy Kameliowej narrator powieści Dumasa, a zrozpaczony kochanek, Armand Duvall, chcąc ją od niego odkupić, opowiada mu ich historię.
Małgorzata-Violetta tym różni się od lekkomyślnej Manon, że jest zdolna do poświęcenia i zaparcia się siebie, aby ratować reputację ukochanego, młodzieńca z dobrej rodziny, który zaryzykował wszystko, żeby z nią być.
Ciekawostka: opera „La Traviata” odgrywa kluczową rolę w jednej z najsłynniejszych komedii romantycznych, „Pretty Woman” (1990) z Julią Roberts i Richardem Gere w roli głównej. Tam prostytutka Vivian idzie ze swym klientem właśnie na operę Verdiego, porównuje się z główną bohaterką i bardzo przeżywa jej historię.
Migawki z sesji fotograficznej
Wrażenia wampiryczne. Blade piękności z rozwydrzonymi włosami. Natalia nie może biegać, bo jej oklapną. I muzyka z Traviaty. Wszędzie przyrządy do malowania ludzi, dziwne stroje na wieszakach i śliwki. Pseudoślubne suknie. Nawet panowie pozwalają się malować.
Lustro tym razem jest, odpowiednio przymglone. Nagie męskie torsy. Jakieś krajobrazy z folią. Są też schody. Na nich właśnie trwa sesja fotograficzna. Powstają całe sceny, ilustrujące niewypowiedziane emocje. Wiotkie białe tkaniny i kałuże na posadzkach. Temat: zombie.
Wyglądają szaleńczo w białych halkach i wielkich czarnych butach. Pada komenda: - Ruszajcie się tak, jakby ktoś wam wyjął baterie! Nie bójcie się używać rąk, ręce są bardzo ważne. I nie uśmiechać się! – (I na pewno zmarzły).
Są i tacy, którzy tańczą za folią. Szelest tiulu. Przebiega jakieś dziewczę, gubiąc różowe piórko. Wchodzą Alfred z Traviatą, pod rękę, rozmawiając o czymś, pijąc kawę z plastikowych kubków. Kobry z folii zwieszają się z sufitu. Atmosfera planu filmowego. Do sali zagląda zaciekawione wieczorne słońce.
La Traviata dzisiaj
Co nas wciąż pociąga w tej historii? Prostytutka na scenie nie jest już dla nas tabu, nie przeżywamy wstrząsu moralnego, widząc, jak wiąże się z nią młodzieniec „z dobrej rodziny”. Ale śmierć i śmiertelna choroba jest nadal tabu, a w poświęcenie się z miłości wielu z nas nie wierzy. Gdyby prostytutkę połączyła miłość z klientem, społeczeństwo – już nie głośno, lecz po cichu – odrzuciłoby oboje.
Co tu jest najważniejsze? To, że być może ta historia wydarzyła się naprawdę. I jeśli nasze życie jest poszukiwaniem drogi…. To najkrótsza definicja arcydzieła.