Jak w kalejdoskopie zmieniają się losy Górnika Boguszów-Gorce. W ciągu ostatnich dni podopieczni trenera Wiesława Rapcewicza, nie do końca z własnej winy, spadli na 2. miejsce w klasie okręgowej, aby w niedzielę znów odzyskać wiarę w prześcignięcie najgroźniejszego rywala w walce o IV ligę – Bielawianki Bielawa.
Dramat niedawnego lidera piłkarskiej klasy okręgowej rozpoczął się przed dwoma tygodniami. Wtedy to boguszowianie zdobyli ósmą wygraną z rzędu, pokonując Białego Orła Mieroszów 2:1. Niestety, tuż po zakończeniu spotkania okazało się, iż kierownik miejscowego zespołu zapomniał wpisać do protokołu Marcina Dobrzańskiego, który w drugiej części pojawił się na boisku. I choć w sportowej rywalizacji górą byli gospodarze, to jednak Okręgowy Związek Piłki Nożnej w Wałbrzychu musiał zweryfikować wynik meczu jako walkower dla mieroszowian. To był dopiero początek gorszej passy boguszowian. Kilka dni bowiem później okazało się, iż z rozgrywek wycofały się rezerwy Polonii Sparty Świdnica, z którymi Górnik wygrał 2:0. W rezultacie OZPN postanowił anulować wyniki wszystkich spotkań z udziałem świdniczan. Niestety, zajmująca wtedy drugie miejsce w tabeli Bielawianka dopiero miała zagrać z Polonią, tak więc boguszowianie stracili kolejne 3 punkty do ekipy z Bielawy, która tym samym - w przeciągu kilku dni - decyzjami piłkarskich władz awansowała na fotel lidera. Zwieńczeniem fatalnego okresu dla Górnika był ubiegłotygodniowy mecz z nowym liderem. Spotkanie zakończyło się wygraną Bielawianki 2:0, która tym samym odskoczyła od drużyny z Boguszowa-Gorc na 5 punktów.
Po meczu goście skarżyli się na pracę sędziów, którzy - ich zdaniem - skrzywdzili niedawnego lidera, wyrzucając z boiska Marcina Dobrzańskiego i Macieja Udoda, a trenera Wiesława Rapcewicza wysyłając na trybuny. Goście wskazywali również na kontrowersje przy obu golach zdobytych przez miejscowych. Według boguszowian pierwszy gol, który został zdobyty w 45 minucie, padł po ewidentnym spalonym, a druga bramka została strzelona w 89 minucie z wydumanego rzutu karnego. Taką interpretację faktów całkowicie odrzucali jednak gospodarze, dla których bramka Tomasza Boczkowskiego była zdobyta w jak najbardziej prawidłowy sposób, a faul na popularnym „Boczku” - ich zdaniem - był wręcz ewidentny. Jak było naprawdę, dzisiaj trudno wyrokować, choć jedno jest pewne: porażka w Bielawie na pewno mocno zabolała piłkarzy z Boguszowa - Gorc, którzy w krótkim okresie trzykrotnie zostali sprowadzeni na ziemię. W ostatnią niedzielę Górnik miał się zmierzyć z AKS-em Strzegom, jednak - ze względu na zimowe warunki panujące na obiekcie gospodarzy - pojedynek został przełożony na 28 października. W tej sytuacji podopieczni trenera Rapcewicza mogli spokojnie nasłuchiwać wiadomości z Pieszyc, gdzie ostatnia w tabeli „okręgówki” Pogoń podejmowała lidera z Bielawy. Chyba nikt się nie spodziewał innego wyniku, jak wysokiej wygranej gości, tymczasem ambitni miejscowi sprawili ogromną niespodziankę pokonując w meczu derbowym wyżej notowanego rywala 1:0. Nie trzeba dodawać, iż jest to wspaniała wiadomość dla piłkarzy Górnika Boguszów - Gorce, którzy - jeśli wygrają zaległy pojedynek ze Strzegomiem - będą tracić zaledwie 2 punkty do prowadzącej w tabeli ekipy z Bielawy i tym samym znów się będą liczyć w walce o pierwsze miejsce w lidze.
Bartłomiej Nowak