Mieszkańcy ul. Andersa w wałbrzyskiej dzielnicy Biały Kamień skarżą się na znacznie zwiększoną populację szczurów. Najbardziej narażeni na wizyty gryzoni są lokatorzy domów położonych nad brzegiem potoku Szczawnik. Na trawnik Barbary Stawiarskiej z ul. Dąbrowskiego wchodzą nawet wtedy, gdy znajdują się tam ludzie, wdzierają się też do domu. - Nie wiem, co mam zrobić – skarży się właścicielka domu.
Wielka obfitość groźnych gryzoni zawsze doskwierała mieszkańcom Wałbrzycha.
- U nas chodzą sobie jak koty – mówi lokatorka kamienicy w Rynku.
Co wrażliwsi boją się schodzić nawet do piwnicy, bo spotkanie ze szczurem jest niemal pewne. Jak twierdzą fachowcy – w momencie, gdy szczury są widoczne, to znak, że jest ich za dużo. Służby miejskie usiłują walczyć z tą plagą.
- Mamy harmonogram deratyzacji. Robimy ją kompleksowo i regularnie raz w roku, ewentualnie dodatkowo, w razie większego zagrożenia – wyjaśnia Grażyna Muszyńska-Szmaj, prezes Miejskiego Zarządu Budynków.
- Na Wałbrzych to jest stanowczo za mało, akcję powinno się przeprowadzać co najmniej dwa razy w roku – twierdzi Renata Jaworek z firmy deratyzacyjnej.
Obecności szczurów sprzyja wilgotne środowisko potoku Szczawnik, ale właściciel rzeczki, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, nie zajmuje się odszczurzaniem.
- Nasza rola, to pilnowanie koryta cieku wodnego. Poza tym Szczawnik jest pod naszym zarządem od niedawna, jeszcze jesteśmy w trakcie przejmowania. W tym roku na pewno nie będziemy wykonywać żadnych prac. Jest to ciek wodny bardzo zanieczyszczony, gołym okiem widać, że są tam odprowadzane ścieki – tłumaczy Bogusława Jesionek z RZGW.
Rzeczniczka Urzędu Miejskiego w Wałbrzychu Ewa Frąckowiak przyznaje, że potoku dawno nikt nie odszczurzał.
- Ostatnio taka akcja miała miejsce trzy lata temu. Ale też nie mamy żadnych sygnałów, że szczurów jest więcej niż zwykle. W tym roku na pewno nie uda się zamówić deratyzacji, bo to kosztuje ok. 10 tys. zł, a nie jest zaplanowane w budżecie – tłumaczy rzeczniczka.
Problemem jest również i to, że niewiele domów z ul. Andersa zdecydowało się na przyłączenie do kanalizacji.
- W tej chwili sytuacja jest taka, że kto chce, może się przyłączyć. Teraz jednak trwa remont ul. Andersa, więc tego typu prace trzeba przełożyć na późniejszy termin – mówi Tomasz Senyk, wiceprezes Wałbrzyskiego Przedsiębiorstwa Wodno-Kanalizacyjnego.
Szela