Tym razem z mistrzostw Polski wałbrzyski kolarz Zygmunt Pfeifer wrócił bez medalu. Ale mimo to mijający sezon ocenia jako bardzo udany.
W Jaworze na starcie do kryterium ulicznego stanął w towarzystwie młodszych od niego zawodników w kategorii 3 (Pfeifer ściga się w kat. 4A), ale pokonał ich bez problemów na trasie składającej się z 10 rund po 1200 m każda. Potem wystartował w jeździe na czas, która jest jego specjalnością, której 13 - kilometrowa trasa prowadziła z Kowar na Przełęcz Okraj z metą po czeskiej stronie. Pan Zygmunt w swojej kategorii nie miał sobie równych, a wśród ponad 200 kolarzy zajął w kat. open 62. miejsce. Najważniejszymi zawodami ostatniej fazy sezonu, były dla Pfeifera Górskie Mistrzostwa Polski w Podgórzynie (48 km). Ukończył je jako szósty.
- Na drugiej rundzie zabrałem się z ucieczką, ale strome podjazdy dały mi się we znaki i rywale odskoczyli. Szósta lokata nie jest zła, ale miałem apetyt na podium. Podczas zimowej przerwy muszę popracować nad zgubieniem kilku kilogramów, gdyż moja waga, 77 kg, utrudnia mi jazdę w górach. W moim wieku nie będzie to łatwe, ale spróbuję. Poza tym muszę zainwestować w lżejszy sprzęt, co także będzie dla mnie sporym wyrzeczeniem i nadszarpnie emeryturę. Ale muszę to zrobić, jeśli chcę myśleć o wysokich miejscach w przyszłym sezonie. Mijający sezon oceniam jako bardzo dobry, o czym świadczą dwa medale, złoty i srebrny MP - informuje pan Zygmunt.
Jednym z ostatnich tegorocznych występów, był wyścig dwójkami na trasie o długości 50 km w Zawoni. Jego stałym partnerem w tej konkurencji jest Zbigniew Szczęsny z Sobótki, z którym wywalczył mistrzostwo kraju. Tym razem zajęli drugie miejsce, a w dwójce, która zwyciężyła, jechał Zygmunt Krawczyk z Wrocławia, tegoroczny górski mistrz Polski w kat. 3. Zapewne wygraliby, gdyby nie pomyłka policjanta, który skierował ich w złą stronę.
(A.Bas.)