Okazało się, że trener Zenon Kaczor miał rację przewidując, że Krzysztof Sadłoń zostanie wykiwany przez Polski Związek Bokserski i na Mistrzostwa Świata do Mediolanu nie pojedzie. Nie dlatego, że sobie na takie wyróżnienie nie zasłużył, ale z powodu trudnych do rozszyfrowania intencji związku, które nie wzbudzają zaufania do tego gremium.
W końcu do Włoch pojechało czterech zawodników. Żaden nie zdobył medalu.
- Odczuwam głęboki niesmak i zawód - komentuje zaistniałą sytuację Sadłoń. - Najpierw próbowano uzasadnić wątpliwości co do mojej osoby rzekomym krwawieniem z nosa. Okazało się, że związek jest poważnie niedoinformowany, gdyż z krwawieniem, po przeprowadzonym zabiegu, uporałem się już dawno. Potem zaczęto forsować kandydaturę Dariusza Kuśmidra, z którym już kilkakrotnie wygrałem. Wtedy interweniował trener Kaczor i obiecano serię sparingów z Kuśmidrem, po których zapaść miała ostateczna decyzja. Ale do nich nie doszło. W końcu odbył się krótki sparing z jednym z zawodników wagi ciężkiej i właśnie z Kuśmidrem. Po nim trener Stanisław Łakomiec pochwalił mnie i byłem dobrej myśli. Zwodzony byłem do ostatniej chwili i w końcu dowiedziałem się, że na mistrzostwa nie jadę. Kuśmider zresztą też nie, w ogóle zrezygnowano z obsady kategorii 81 kg. Nie wiem, jak określić takie stanowisko związku, ale już od pewnego czasu mamy do czynienia z brakiem profesjonalizmu, ciężką atmosferą i lekceważeniem zawodników. Efektem jest wycofanie się kilku bokserów z kadry, w tym Rafała Kaczora. Na jednej ze stron internetowych przeczytałem, że jeszcze wiosną związek wytypował reprezentację na M. (oczywiście nie personalnie).bez przedstawicieli najcięższych wag! To dlaczego nie powiedziano nam wprost, że się na nas nie stawia? Takie uniki są przecież niepoważne. W ciągu ostatniego półrocza z rodziną widziałem się tylko przez dwa tygodnie, pozostały czas przeznaczyłem na zgrupowania, ostatnie na Białorusi. Traktuję swoje obowiązki poważnie, a jak sam jestem traktowany? Nie wiem, co będzie z moim boksowaniem, związek potrafi osłabić zawodnicze motywacje. Niedługo nie będziemy w stanie wystawić reprezentacji nawet na mecz z kompletnymi słabeuszami - mówi rozżalony Krzysiek.
Pozostaje mieć nadzieję, że PZB w końcu zreflektuje się i w obliczu narastającego w kraju kryzysu w tej dyscyplinie, zacznie w swoich działaniach stosować bardziej cywilizowane standardy, które do cna nie zniechęcą do boksowania garstkę pozostałych nam jeszcze dobrych pięściarzy oraz kierować się będzie przejrzystymi dla wszystkich kryteriami nominowania reprezentantów na ważne turnieje. Liczymy też, że trener Kaczor będzie jeszcze dumny ze swojego wychowanka po jego występie na innych zawodach wysokiej rangi.
Andrzej Basiński