Stało się! Radni Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Radzie Powiatu Wałbrzyskiego przeforsowali swój wniosek o zmniejszenie liczby etatowych członków zarządu powiatu z pięciu do trzech oraz o likwidację stanowiska jednego z zastępców przewodniczącego rady powiatu. Dla osiągnięcia celu, zawiązali nawet chwilową koalicję z radnymi Prawa i Sprawiedliwości i - nieoczekiwanie - wygrali pierwszą bitwę. Kolejną przyjdzie im stoczyć, gdy stosowne uchwały zostaną poddane pod głosowanie. Mam nadzieję, że ci, którzy w środę podnieśli rękę do góry za tymi propozycjami, nie zmienią zdania przed kolejnym głosowaniem w tej sprawie. Bo gra jest warta świeczki: w skali roku to przecież około ćwierć miliona złotych oszczędności!
Warto jednak przypomnieć, że w poprzedniej kadencji to właśnie radni SLD - nie zważając na podatników i na stan finansów powiatu - przegłosowali powiększenie zarządu powiatu z trzech do pięciu etatowych członków. Po co? By za stanowiska kupić głosy niezbędne do przejęcia, a potem do utrzymania władzy! Można by przyjąć, że środowa propozycja odchudzenia powiatowej władzy jest próbą naprawienia błędu sprzed lat, który kosztował nas - podatników - około milion złotych. Można by, gdyby politycy SLD chcieli przyznać się do kosztownego błędu. Tymczasem, podczas uzasadniania tego jak najbardziej słusznego wniosku, padło tylko stwierdzenie, że władze powiatu nie powinny oszczędzać na inwestycjach, a na administracji (święta racja!). Zabrakło jednak słów: przepraszamy za popełniony przed laty błąd. Niby niewiele, ale w polskiej polityce, pełnej zakłamania i wiarołomstwa, to bardzo wiele. Jak widać, dla niektórych to wciąż zbyt wiele.
Robert Radczak