Antonio Pettigrew przyznał się do długotrwałego stosowania dopingu i w konsekwencji amerykańska sztafeta 4x400 straciła złote medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Skorzystali na tym m.in. Polacy. Nasz zespół był drugi w Sewilli (1999) i teraz zostały mu przyznane złote krążki, a brązowe odbierze za M. w Atenach (1997) i Edmonton (2001).
Jednak innego kompletu medali, tym razem olimpijskich, ale także za sztafetę 4x400 m, nie udało się biało - czerwonym odzyskać, a od pamiętnego biegu minęło już 41 lat. O skandalu przypomina biegnący w Meksyku na pierwszej zmianie Stanisław Grędziński, jeden z najbardziej zasłużonych wałbrzyskich sportowców, który przez obojętność władz PZLA stracił olimpijska emeryturę.
- Na metę Andrzej Badeński wpadł jednocześnie z zawodnikiem RFN, Kinderem. Oba zespoły uzyskały identyczny czas 3:00:58 (jest to drugi rezultat osiągnięty przez Polaków na igrzyskach- dop. red.). Fotokomórka wskazała nawet, że byliśmy minimalnie przed Niemcami. A mimo to, właśnie oni odebrali brązowe medale, chociaż z powodzeniem można je było przyznać ex aequo. Sprawę protestu zawaliło kierownictwo polskiej ekipy i późniejsze władze PZLA, również Irena Szewińska. Rok po igrzyskach, na ME w Atenach, Niemcy chcieli nam zwrócić te medale, ale unieśliśmy się honorem. Trochę żal serce ściska, bo oprócz satysfakcji, ja i Janek Balachowski straciliśmy też olimpijskie emerytury - mówi rozgoryczony Grędziński.
(BAS)