Straż Miejska w Wałbrzychu przestrzega przed korzystaniem z dzikich kąpielisk. Wraz z nastaniem ciepłych dni, niezagospodarowane zbiorniki wodne cieszą się dużym zainteresowaniem, choć każdego z nich strzeże tablica z napisem "kąpiel wzbroniona".
- Ludzie najczęściej nie zdają sobie sprawy z zagrożenia - mówi zastępca komendanta Straży Miejskiej, Kazimierz Nowak.
Niebezpieczna może się okazać już sama woda, której skład najczęściej jest nieznany, bo przecież nikt jej nie bada, nie wiadomo co i skąd wpływa do takiego niestrzeżonego zbiornika. Nie wiadomo, jaką głębokość może mieć taki akwen, ani co znajduje się na dnie. Często są to zbiorniki poprzemysłowe, po zlikwidowanych kopalniach i koksowniach.
- Dlatego co roku przed wakacjami apelujemy do rodziców, żeby sprawdzali, dokąd chodzą ich dzieci, czy nie korzystają z niestrzeżonych, niezagospodarowanych jeziorek i stawów - tłumaczy funkcjonariusz.
W Wałbrzychu jest sporo takich zbiorników. Są one systematycznie sprawdzane przez patrole Straży Miejskiej. 31 lipca Norbert Landzberg i Adela Łuc zaplanowali trasę do dawnego zbiornika przeciwpożarowego przy ul. Żelaznej na Podgórzu i akwenu pokopalnianego w Sobięcinie. Tym razem, mimo słonecznej pogody, przy zbiornikach nie ma ludzi.
- To wyjątkowa sytuacja. Zwykle spotykamy tu co najmniej kilkanaście osób, czasem też trafiają się wędkarze - mówi Norbert Landzberg, lustrując okolice basenu przy ul. Żelaznej.
Jak się okazuje, teren ten należał niegdyś do PKP, kolej też dysponowała zbiornikiem wodnym. W piątek pusto też było wokół zbiornika przy ul. Kolejarskiej w Sobięcinie.
- Tutaj zdarza nam się spotykać młodych ludzi, pływających na różnych łódkach, pontonach czy tratwach. To też nie jest zbyt bezpieczne - dodaje Kazimierz Nowak.
Według funkcjonariuszy, największą popularnością cieszy się jeziorko przy ul. Orkana w Poniatowie.
- Ludzie lubią tam wypoczywać, wiem też, że mimo zakazu, wchodzą do wody. O tym, jak zdradliwy jest to akwen, świadczą utonięcia sprzed paru lat - mówią strażnicy.
Niestety, w Wałbrzychu jest tylko jeden miejski basen, zagospodarowany i z ratownikami. Ale i tam zdarzają się problemy.
- Zagrożeniem są osoby, które przychodzą na kąpielisko pod wpływem alkoholu, albo piją na miejscu. Wtedy musimy interweniować, a zdarza się to dość często - mówi wicekomendant.
Kazimierz Nowak podkreśla, że najgorsze zestawienie, to alkohol i woda - wszystko jedno, czy jest to kąpielisko zagospodarowane czy dzikie.
- We wszystkich tych sytuacjach najważniejsza jest wyobraźnia i zdrowy rozsądek - mówi funkcjonariusz.
Szela