Sportowy cel Łukasza Janika, który swego czasu był czołową postacią wałbrzyskiej grupy bokserów i trenował m.in. w OSK na Podzamczu, nie uległ zmianie: jest nim mistrzostwo świata w kategorii junior ciężkiej. - Może trochę potrwać, zanim stanę do walki o pas, ale co się odwlecze, to nie uciecze, a po wycięciu migdałków jestem większym optymistą - zapewnia. Ostatnio rozprawił się z kolejnym rywalem.
Stało się to na ringu w Rudzie Śląskiej podczas gali Wojak Boxing Night, zorganizowanej przez Bullit KnockOutPromotions. Od początku Niemiec Silvio Meinel został zasypany ciosami Łukasza. Jego ataki były tak skuteczne, że Meinel postanowił dać sobie spokój z dalszym boksowaniem i pojedynek zakończył się po I rundzie. Obecny bilans Janika, to 15 walk bez porażki, a 8 pojedynków zakończył przed czasem.
- To kolejny stopień do realizacji moich planów, chociaż nie czuję satysfakcji po tej walce. Z Andrzejem Wasilewskim i trenerem Fiodorem Łapinem przyjęli.my zasadę "step by step", drobnymi kroczkami do decydującej walki za 2 - 3 lata. W grupie Sauerlanda, z którą byłem poprzednio związany, być może szybciej otrzymałbym szansę pojedynku o pas, ale chyba warto trochę poczekać i wyeliminować błędy, które pozostały z kariery amatorskiej - wyjaśnia Łukasz.
Odmieniła go operacja migdałków. - Duże obciążenia treningowe powodowały ich powiększenie, spadała mi odporność, często się przeziębiałem. Walczyłem na 60 proc. możliwości, a ciąg szybkich akcji nie wchodził w grę. Teraz to po prostu rewelacja. Czuje się mocniejszy i bardziej wytrzymały, trenuję na wysokich obrotach, poprawiłem dynamikę i pracę nóg. Dzięki temu podczas poprzedniej gali w Bremie zdemolowałem Niemca Marcela Erlera, chociaż wyznaczono mnie do pojedynku niespodziewanie i na przygotowanie się miałem tylko kilka dni - informuje Janik.
(A.Bas.)