Bogata w sukcesy kariera Radosława Romanika nieuchronnie zbliża się do końca. Popularny "Dziadek" chciał się z szosą rozstać już przed rokiem, ale ostatecznie postanowił jeszcze trochę się pościgać. Teraz twierdzi, że to nieodwołalnie jego ostatni sezon i nic ani nikt go już nie odwiedzie od pożegnania.
Radosław Romanik liczy sobie 42 lata i jest obecnie najstarszym czynnym kolarzem polskiej elity. Ale wieku wcale po nim nie widać, a wyniki mówią same za siebie. Ciągle stać go na wiele i może być wzorem dla młodych kolarzy. Ale Romanik mówi: dość!
- Miałem ostatnio dobry okres. Małopolski Wyścig Górski ukończyłem na ósmym miejscu. W ciężkim, pięcioetapowym wyścigu w słowackich Tatrach, byłem czwarty na końcu, a jeden z etapów ukończyłem jako drugi. Ale najlepiej jechało mi się w jubileuszowym, 20. Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków, który wygrałem w 2002 r. Był on mocno obsadzony, więc tym większa moja satysfakcja, że w "generalce" stanąłem na pudle. Ostatni, szósty etap, z Radomska do Łodzi, liczący 156 km, ukończyłem na trzecim miejscu i taką samą lokatę zająłem w końcowej klasyfikacji, tracąc do zwycięzcy, Artura Króla z włoskiej grupy Centri della Calzatura, 3,40 min.
Król już wcześniej, po samotnej ucieczce odskoczył wyraźnie od pozostałych i zapewnił sobie zwycięstwo. Na ostatnim etapie uciekałem razem z Bartłomiejem Matysiakiem i Ukraińcem Andrijem Griwko. Na mecie mieliśmy nad grupą 40 sek. przewagi. Teraz mam w planie wyścigi w Gdańsku i Beskidach, a potem wystartuję w Wyścigu Dookoła Mazowsza, a może i Dookoła Słowacji, w którym to wyścigu zwyciężyłem przed trzema laty - informuje.
Na ściganiu zeszło Radkowi 27 ostatnich lat.
- Czas już najwyższy, by pożyć jak normalny człowiek i zająć się rodziną. Może tego nie widać, ale jestem psychicznie wypalony i chciałbym przestawić się na inne tory - deklaruje Romanik.
A. Basiński