Przejazd, wybudowaną w XIX wieku linią kolejową z Kłodzka do Wałbrzycha jest unikalną atrakcją turystyczną w skali całego kraju. Na uwagę zasługują m.in. liczne mosty, imponujące tunele i kilkuset metrowe przekopy. Przywrócenie regularnego połączenia pasażerskiego na tej linii otwiera możliwość raczenia się nieprawdopodobnymi widokami okolicznych gór. Przeszklone szynobusy świetnie się do tego nadają. Skorzystają z tego turyści i miłośnicy kolei z całego świata.
Nieprzypadkowo linia kolejowa ma swój początek w Kłodzku. 10 czerwca 1879 r. oficjalnie uruchomiono bowiem jej pierwszy, łagodniejszy odcinek do Nowej Rudy (22 km). Kolejny odcinek z Nowej Rudy do Wałbrzycha otwarto 15 października 1880 roku. Trzy tunele na linii wydrążono w 3 lata. Linia o długości 51 km była początkowo jednotorowa. Była ostatnim fragmentem Śląskiej Kolei Górskiej. Łączyła Zgorzelec, Jelenią Górę, Wałbrzych z Kłodzkiem. Ruch na tej linii był na tyle duży, że zaczęto budować drugą nitkę torów. Ciągnęło to za sobą przebudowę stacji, przesuwanie torów, drążenie bliźniaczych tuneli. Tym razem prace szły od Wałbrzycha do Kłodzka. Linia ta była niezwykle ważna w państwie niemieckim.
W 1937 roku przejeżdżało nią codziennie ponad 20 pociągów osobowych, 2 pośpieszne i bardzo dużo towarowych. Rozważano wówczas jej elektryfikację. Światowy kryzys gospodarczy i budowa autostrady z Wrocławia do Katowic były powodem zaniechania tej inwestycji. Wsiądźmy jednak do pociągu. Pomimo, że prace w tym wyjątkowo trudnym terenie wykonywano ręcznie, używając środków wybuchowych, jest ona wykonana nadzwyczaj starannie. Po wyjeździe z Kłodzka, dojeżdżając do Ścinawki Średniej, po lewej stronie mamy okazję zobaczyć masyw Szczelińca Wielkiego. Na 22 km wjeżdżamy na 148 metrowy, najwyższy na linii (36 m wysokości) Czarny Most w Nowej Rudzie. W trakcie budowy był najwyższym mostem w państwie pruskim. Po 3 km wjeżdżamy na najdłuższy na linii most w Zatorzu (185 m długości i 30 m wysokości). Wojska niemieckie wysadziły go w maju 1945 r. Po roku zbudowano tu prowizoryczny, drewniany most. Zwany był „mostem na zapałkach”. Pociągi przejeżdżały po nim z minimalną prędkością. Niebawem odbudowano go, ale położono na nim jeden tor.
Kilometr dalej przejeżdżamy nad Jugowskim Potokiem po kolejnym moście (148 m długości i ponad 20 m wysokości). Na 29 km wjedziemy na drugi pod względem wielkości most w Ludwikowicach Kłodzkich (164 m długości i 15 mwysokości). Dla urozmaicenia podróży zaraz będzie tunel. Na 33 km, za Świerkami, wjeżdżamy w tunel o długości 1176 m. Wyjeżdżamy w Bartnicy i po chwili jesteśmy na kolejnym, prawie o 150 m długości i 15 m wysokości moście w Głuszycy Górnej. Wyjeżdżając z Głuszycy wpadamy do tunelu o długości 337 m i jesteśmy w Jedlinie Zdroju. Tutaj, z prawej strony, zobaczymy coraz ładniejszą Jedlinę, a w oddali Wielką Sowę. Przejedziemy przez małą, zapomnianą stacyjkę i... wjedziemy do najdłuższego tunelu w Polsce (1603 m). Wyjeżdżamy w Wałbrzychu i przed wjazdem na stację Wałbrzych Główny zaliczymy jeszcze most (123 m długości i 20 m wysokości). Na całej 51 km trasie z Kłodzka (287 m n.p.m.) do Wałbrzycha (507 m n.p.m.) pociąg jedzie pod górę pokonując 220 m różnicy wysokości. Natomiast do Bartnicy (537 m n.p.m.) pokonuje aż 250 m różnicy wysokości. Przejazd po mostach, nad licznymi korytami rzek, w przekopach i tunelach, raz po raz uatrakcyjniany widokami niezliczonych szczytów górskich, pozostawia wrażenie, że jesteśmy w jakimś bajkowym pociągu. Cała trasa przejazdu jest rewelacyjna i dlatego Mieczysław Orłowicz nazwał ją „najpiękniejszą w Sudetach”.
Ryszard Stochła