Żeby zostali w Wałbrzychu - to podstawowa motywacja, jaką kieruje się prezydent Wałbrzycha, przyznając stypendia dla najlepszych studentów. W tym roku wsparcie finansowe otrzymało siedem osób. Do końca czerwca będą dostawać 600 zł miesięcznie.
- To rzeczywiście nie do końca jest bezinteresowne, to jest konkretny zastrzyk finansowy dla tych wyróżnionych osób. Oczekuję w zamian, że stypendyści zechcą związać swoje plany życiowe z Wałbrzychem. Potrzebujemy młodych ludzi z szerokimi horyzontami, uważam bowiem, że dzięki ich nowoczesnemu myśleniu będą umieli uporać się z problemami, z jakimi boryka się Wałbrzych – wyjaśnia prezydent Piotr Kruczkowski.
Aby otrzymać stypendium od samorządu, student musi być mieszkańcem Wałbrzycha, a średnia jego ocen nie może być niższa od 4,2. Oczywiście, wszelka działalność wykraczająca poza ramy obowiązkowej nauki i promująca przy tym Wałbrzych, znacznie zwiększa szanse kandydata. Stypendystów typują uczelnie. W tym roku najlepsi okazali się: Monika Olesiak i Kamil Winiarski z Wałbrzyskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości, Marta Leśniak z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Angelusa Silesiusa,, Anna Protas i Justyna Kostaś z Uniwersytetu Ekonomicznego oraz Joanna Lisińska i Anna Brodzińska z Politechniki Wrocławskiej. Anna Protas nie po raz pierwszy zdobyła tytuł stypendystki miasta. Zapewnia, że nauka sprawia jej prawdziwą frajdę.
- Osiągnięcie średniej 4,2 nie jest trudne, lubię się uczyć i mam także czas dla siebie. Natomiast stypendium traktuję niezwykle prestiżowo, w końcu kilka osób zostało wybranych spośród wszystkich wałbrzyskich studentów. Czuję się naprawdę doceniona i nie żałuję tej ciężkiej pracy, jaką wkładam w naukę i działalność na uczelni. To dobra motywacja, na pewno będę próbować po studiach znaleźć pracę w Wałbrzychu. Na razie jednak nie łudzę się, że to się od razu uda, i że będzie to praca, jaką sobie wymarzyłam – opowiada Anna Protas.
Od tego też uzależniają pozostanie w Wałbrzychu pozostali stypendyści.
- Musimy mieć satysfakcjonującą pracę – mówią bez ogródek.
Szela