Wałbrzych, jako miasto niegdyś wojewódzkie, do niedawna nie posiadało urządzenia rejestrującego wykroczenia drogowe. Mowa o fotoradarze, który oprócz popularnych "suszarek", znajdujących się w dyspozycji wałbrzyskiej policji, jest swojego rodzaju orężem w walce z piratami drogowymi. Zakupiony przez gminę Wałbrzych niespełna pół roku temu fotoradar spełnia oczekiwania straży miejskiej.
- Obserwujemy to, że kierowcy wiedzą, że codziennie praktycznie na którejś z ulic to urządzenie jest i te prędkości, które początkowo były bardzo duże stają się coraz mniejsze. Niestety w wielu przypadkach zmotoryzowani mieszkańcy miasta nagminnie łamią przepisy prawa - mówi Kazimierz Nowak, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Wałbrzychu. Najczęściej dozwolona dopuszczalna prędkość maksymalna przekraczana jest w takich miejscach, jak ulice: Wieniawskiego, Uczniowska czy też Aleja Podwale. Najgorsze jest to, że - pomimo tego, iż praktycznie w każdy weekend fotoradar stoi w tych miejscach - rejestruje ponad kilkadziesiąt wykroczeń, przekroczeń prędkości rzędu 30 - 40 kilometrów na godzinę ponad dozwoloną prędkość. Chwila nieuwagi, noga zbyt mocno przyciśnięta do pedału gazu, błysk i trzeba z popełnionego wykroczenia wytłumaczyć, nierzadko płacąc wysoki mandat.
- Kierowcy, którzy przekraczają dozwoloną prędkość, nie są zadowoleni z wyniku rozmów z funkcjonariuszem straży miejskiej, bo w większości wypadków kończy się on wystawieniem wysokiego mandatu oraz dopisaniem do konta posiadacza prawa jazdy dodatkowych punktów karnych. Tych spraw jest dość dużo. Od momentu kiedy dostaliśmy ten fotoradar zarejestrowanych wykroczeń jest już ponad 3 tysiące - podkreśla Andrzej Piotrowski, kierownik Referatu Prewencji Straży Miejskiej w Wałbrzychu.
Wśród łamiących obowiązujące przepisy trafiają się także rekordziści. Niechlubnym wynikiem może się pochwalić kierowca samochodu, który w terenie zabudowanym, gdzie obowiązuje jazda z prędkością 50 kilometrów na godzinę, jechał prawie 150 km/h. Jedyne czego na dziś nie muszą obawiać się mieszkańcy poruszający się po mieście swoimi autami to to, że na razie w Wałbrzychu nie pojawi się drugi fotoradar
- Jedno urządzenie jak na razie w zupełności wystarcza. Rejestruje bardzo dużo wykroczeń. Staramy się być jednak tolerancyjni i te nastawienia nie są aż tak bardzo rygorystyczne dla kierowców. Mowa o tolerancji w przedziale od 30 do 40 procent i jeżeli ktoś jedzie rozsądnie, na pewno nie zostanie zarejestrowany - dodaje Kazimierz Nowak.
Trzeba uważać tym bardziej, że nie tak dawno uchwalono ustawę - zmiana do ustawy o ruchu drogowym. Jeżeli te przepisy wejdą w życie a wszystko wskazuje na to, że tak się właśnie stanie to kary będą jeszcze większe. Najwyższy mandat, który będzie można otrzymać, wzrośnie do tysiąca złotych, a właściciele pojazdów, którzy nie wskażą kto kierował w danym dniu samochodem, będą zmuszeni taki mandat zapłacić za kierującego.
Norbert Grabowski