Od dziesięciu lat domagają się wyjaśnień w sprawie mieszkań zakładowych. Dawni pracownicy WAMAG-u nie mogą się pogodzić z faktem, że ponad 700 mieszkań, których budowę dofinansowali z funduszy socjalnych, otrzymało w prezencie Wałbrzyskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego.
Ich lokatorzy są w sytuacji nie do pozazdroszczenia - choć inni mogli sobie za grosze wykupić dawne zakładowe lokale, oni pozostają na pozycji wynajmującego, bez szans na preferencyjne ceny.
- Możemy sobie kupić te mieszkania po cenie rynkowej, czyli za minimum 150 tys.zł - mówi jeden z poszkodowanych, Wawrzyniec Laska.
Lokatorzy z domu przy ul. Basztowej wydeptują ścieżki do wielu instytucji: sądu, prokuratury, parlamentarzystów, samorządowców. Wszędzie słyszą to samo: nic się nie da zrobić. Po wizycie u poseł Katarzyny Mrzygłockiej, jej biuro zleciło ekspertyzę prawną.
- Rzeczywiście, w tym momencie, przy aktualnie obowiązującym prawie, odzyskanie tych mieszkań jest praktycznie niemożliwe - mówi mecenas Maciej Mataczyński.
- Doszło do pewnych aktów prawnych, które może podważyć jedynie prawomocny wyrok sądu - wyjaśnia prezes WTBS, Krzysztof Bielecki.
Jak się okazuje, w myl obowiązujących wówczas przepisów, WAMAG mógł przekazać, a WTBS przyjąć budynki przy ul. Basztowej.
- Tak zdecydowała większość udziałowców, a my mieliśmy za małą siłę przebicia i za mało wiedzy, żeby skutecznie walczyć z tą krzyczącą niesprawiedliwością - mówi Wawrzyniec Laska.
- Teraz WTBS, jako spółka, która jest obowiązana pilnować interesów udziałowców, nie może tak po prostu oddać tych mieszkań. Weszliśmy w ich posiadanie zgodnie z prawem - podkreśla Krzysztof Bielecki.
I dodaje, że gdyby otrzymał od miasta inne budynki albo grunty, wtedy byłby skłonny domy przy Basztowej przekazać miastu.
- To nie jest taka prosta operacja, możemy być posądzeni o niegospodarność - wyjaśnia wiceprezydent Marek Małecki.
Sprawa będzie jeszcze omawiana na spotkaniu z samorządem.
- Zamierzamy bić się o nasze mieszkania aż do skutku - zapowiada Wawrzyniec Laska.
Barbara Szeligowska