O około 100 procent wzrosły dochody z parkowania samochodów, po zainstalowaniu w Wałbrzychu parkometrów. Choć nie brakuje też amatorów na gotówkę, wrzucaną do wnętrza maszyn.
- Już kilka dni po ustawieniu urządzeń zdarzyło się kilka przypadków wandalizmu - mówi Leszek Szewc z Zarządu Dróg i Komunikacji.
Chuligani zniszczyli kilka drobnych elementów, niektóre otwory wrzutowe zostały zapchane, ale można było też dostrzec próby włamania.
- To wszystko na nic. Parkometry są pod całodobową obserwacją, a ich budowa absolutnie wyklucza możliwość pokonania zabezpieczeń. Poliwęglanowej powłoki nie jest w stanie naruszyć nawet 10-kilogramowy młot - przestrzega Leszek Szewc.
Do akcji wprowadzenia parko matów na płatnych parkingach ZDiK przygotowywał się już od dawna. Jednym z powodów była duża absencja pracowników, narażonych na ciągłe kaprysy pogodowe i wynikające z tego choroby. Maszyny mogły też umożliwić znaczne zwiększenie płatnych miejsc parkingowych. Tak się też stało. Zamiast dotychczasowych 380-ciu miejsc, obecnie jest ich 500. Nie wszyscy parkingowi stracili pracę, odeszły tylko 3 osoby. Mieczysław Jankowski, inkasujący opłaty na pl. Magistrackim będzie teraz kontrolował, czy kierowcy kupują bilety w parkomatach.
- Zobaczymy, jak to będzie. Ludzie raczej sobie chwalili naszą obecność, bo nie trzeba było biegać do maszyny ani martwić się o drobne - mówi parkingowy.
Zlekceważenie opłaty może kosztować nawet 50 zł. Chyba, że ktoś przyjdzie do ZDiK-u przed upływem tygodnia, to wtedy kara może być zmniejszona do 20 zł.
- Wysokość opłat za parking nie odbiega od tych w innych miastach. Generalna zasada jest taka, że im dłużej tym drożej. A za pierwsze pół godziny płacimy tylko złotówkę - mówi Leszek Szewc.
Miasto nie musiało wydać na parkometry ani złotówki. Urządzenia należą do firmy, która pobiera opłatę za dzierżawę.
Szela