Wiele wskazuje na to, że ośmioro dzieci z Bolesławca, które przez kilka miesięcy musiały sobie radzić samodzielnie, znów będzie miało normalne warunki życia i rodziców na miejscu. Rodzina wcześniej mieszkała w Boguszowie - Gorcach.
Jak już informowaliśmy na naszych łamach, dzięki dociekliwości dyrektorki gimnazjum nr 1 w Boguszowie Gorcach wyszło na jaw, że dzieci nie chodzą do szkoły, a miejsce, gdzie przebywają, urąga wszelkim normom, w jakich powinni mieszkać ludzie. Rodzina R. jeszcze do połowy tego roku mieszkała w Boguszowie Gorcach. Korzystali z pomocy opieki społecznej, starali się o mieszkanie socjalne, a potem zniknęli. O ojcu dzieci było wiadomo, że pracuje w Niemczech, dlatego wszyscy ulegli sugestii, że tam właśnie wyjechała rodzina. Sąd rodzinny, który w czerwcu ograniczył prawa rodzicielskie ojcu i matce z powodu zaniedbań wychowawczych i wyznaczył kuratora, w październiku tę kuratelę zawiesił.
- Przypadek sprawił, że uzyskaliśmy aktualny adres rodziny - mówi dyrektorka gimnazjum, Halina Mackiewicz.
Okazało się, że matka przysłała do szkoły wniosek o wydanie świadectwa jednego z synów. Na kopercie był adres. Natychmiast rozpoczęto działania. Ich wynik, to odnalezienie dzieci, przebywających w Bolesławcu w bardzo trudnych warunkach, przeniesienie ich do bursy szkolnej, zapisanie do szkoły, objęcie wszechstronną opieką. Pojawili się też rodzice. Sprawa ponownie stanęła przed sądem rodzinnym, który na zamkniętym posiedzeniu, postanowił dać rodzinie jeszcze jedną szansę. Rodzice wynajęli mieszkanie do remontu, wkrótce mają tam zamieszkać razem z dziećmi. Marek Dziekan, pedagog szkolny w gimnazjum nr 1 w Boguszowie Gorcach zapewnia, że dzieci rodziny R. nie sprawiały żadnych trudności wychowawczych.
- To są zdolne i inteligentne dzieci. Ich największym problemem była absencja. Mieszkały w koszmarnych warunkach, chorowały, poza tym musiały się opiekować młodszym rodzeństwem - mówi pedagog.
Marek Dziekan jest przekonany, że formy opieki nad rodziną powinny ulec zmianie.
- W tej chwili jest bardzo słaby przepływ informacji między służbami, słabe rozpoznanie problemów rodzin, nie ma dobrych specjalistów do pracy z rodzinami. Oczywiście dobro dziecka jest najważniejsze, ale warto ratować całe rodziny - podkreśla Marek Dziekan.