Tego się nikt nie spodziewał. Wystarczyło kilka godzin deszczu, by niemal 20-tysięczna Bogatynia dosłownie popłynęła z rwącym nurtem, niewielkiej do tego dnia, rzeczki Miedzianki.
Ludzie potracili domy, dobytek, a trzy osoby – życie. Miasteczko zostało odcięte od świata, zdane na łaskę i niełaskę żywiołu. Na szczęście, jak często bywa w takich sytuacjach, ludzie pospieszyli ze spontaniczną pomocą. Na rozpaczliwe apele odpowiedział także Wałbrzych. W ciągu niespełna dwóch godzin zorganizowano transport kilku busów i „terenówek”, które zostały wyładowane po dach wodą mineralną, środkami czystości i hermetycznie zapakowaną żywnością. Kolumnę dziewięciu samochodów z darami dla powodzian prowadził radiowóz policyjny z włączonym “kogutem”. Żeby było szybciej. Inicjatywa wyszła od Marcina Szewczaka z klubu automobilowego “4 x 4”. Dołączył Patryk “Powiat” Wojewódzki, Zenon “Zet” Duplicki i Katarzyna Pałko. Jak najszybciej przyjechali pod Urząd Miejski w Wałbrzychu, gdzie już wałbrzyski dziennikarz, Rafał Pawłowski, przyjmował dary od mieszkańców miasta, powiadomionych o akcji za pośrednictwem Radia Wrocław. Ze Świebodzic przyjechał busem brata Adam Szmidla, który w ciągu paru kwadransów uzbierał ponad 1500 zł, za co natychmiast wykupiono potrzebne produkty. Swoje kontakty uruchomiła, wezwana na pomoc, posłanka Katarzyna Mrzygłocka. Po kilku jej telefonach, w hipermarkecie Tesco na konwój “Pomoc dla Bogatyni” czekały dwa wyładowane po dach busy, z wszystkim, co może się przydać powodzianom. Potem rozmowa z komendantem policji – i już do pomocy został oddelegowany radiowóz. Ludzie przychodzili na pl. Magistracki z darami, poruszeni obrazami zatopionej Bogatyni, pokazywanymi przez telewizję.
- Nie można być obojętnym wobec takiej tragedii – podkreślali, przekazując rzeczy przyniesione dla powodzian.
Szela