Nasz Wałbrzych - niezależny portal miejski

wtorek, 27-09-2022r., godz. 15:12 kalendarium»
imieniny: Damiana, Mirabeli, Wincentego prezent»
zobacz swój horoskop na dziś»
pogoda w serwisie Onet.pl»
Interesuje Cię reklama w portalu? Zadzwoń 513-356-714






2010-06-16 / 17:51

Żyję bo biegam

dodał: Bartek Mazur

W połowie lat 90. ciężko chorował na serce i stał nad grobem. Dziś, mimo wielu innych dolegliwości, cieszy się, że może biegać. Dotychczas ukończył 73 maratony.

66-letni wałbrzyszanin Witold Radke, wytycza sobie coraz to nowe cele. Jak mówi, po Europie, Ameryce Północnej i Azji, przyjdzie czas na zawody w Ameryce Południowej i Afryce, a być może nawet na…Antarktydzie. Niedawno wrócił z maratonu w Skopje, stolicy Macedonii. Po ukończeniu biegu w Chicago spełnił ostatni warunek, by szczycić się Światową Koroną Maratonów, na która składa się 5 najbardziej renomowanych biegów na dystansie 42 km 195 m. Wcześniej pokonał go w Berlinie, Londynie, Nowym Jorku i Bostonie. W Chicago wystartowało prawie 35 tys. zawodników. Radke zajął czwarte miejsce w swojej kategorii wiekowej z wynikiem 3:40:14. Od organizatorów otrzymał specjalny medal z wygrawerowanym swoim imieniem i nazwiskiem oraz osiągniętym rezultatem.





– Jestem dumny, że zrealizowałem kolejne marzenie, a teraz myślę o następnych wyzwaniach – powiedział.

Pierwszym celem, jaki wytyczył sobie po pokonaniu choroby, było przebiegnięcie maratonów we wszystkich europejskich stolicach.

– Mam ich już w kolekcji 43 i brakuje tylko kilku – informuje.

Pierwszą stolicą była w 1997 r. Praga. W 2001 r. wystartował w Madrycie, ustanawiając swój rekord życiowy 3:17:08.

– Najdalsze europejskie podróże odbyłem do Reykjaviku i Lizbony. W Księstwie Liechtenstein, w 30-stopniowym upale, pokonałem przewyższenie wynoszące 1800 m! Byłem na Wyspach Owczych, Malcie, Cyprze i w Monaco, finiszowałem na słynnym Stadionie Marmurowym w Atenach, a także przemierzałem most nad Bosforem w Stambule, łączący Europę z Azją. Po maratonie w Rzymie w 1999 r. grupę biegaczy przyjął na audiencji papież Jan Paweł II. Znalazł się przy mnie na wyciagnięcie ręki, gdy klęczałem z medalem na piersi. Takie momenty pamięta się do końca życia – mówi wzruszony.

Radke jest dumny także i z tego, że kilkakrotnie kończył bieg przed sławnymi niegdyś maratończykami.

– W Berlinie pokonałem Niemca Waldemara Cierpinskiego, mistrza olimpijskiego z Montrealu i Moskwy, w Nowym Jorku Walijczyka Steve’a Jonesa, ostatniego rekordzistę świata w maratonie rasy białej, a w Bostonie Amerykanina Billa Rodgersa, kilkakrotnego triumfatora maratonu w tym mieście. Za mną przybiegali również słynni przedstawiciele innych dyscyplin, np. kolarski mistrz świata i zwycięzca Tour de France Duńczyk Bjoerne Riis, znakomity fiński biegacz narciarski Juha Mieto oraz znani politycy, jak Joschka Fischer, były niemiecki minister spraw zagranicznych oraz Grzegorz Kołodko, nasz były wicepremier – wylicza.

Wałbrzyszanin jest członkiem londyńskiego „100 Marathon Club”.

– Chociaż nie mam na koncie stu liczących się maratonów, przyjęto mnie w drodze wyjątku, m.in. z uwagi na osiągane wyniki i pokonanie maratonów we wszystkich stolicach na Wyspach Brytyjskich – wyjaśnia.

Radke długo walczył z ciężką chorobą serca, która uniemożliwiała mu nawet poruszanie się po domu. Stale leczył się w szpitalach i sanatoriach.

– Właściwie to stałem nad grobem. Miałem dość takiego życia i postanowiłem zaryzykować. Zacząłem od truchtania, a potem pod czujną opieką kardiologa dr Romana Szełemeja, obecnego dyrektora wałbrzyskich szpitali, stopniowo przedłużałem dystans. Po kilkunastu miesiącach okazało się, że serce mam zdrowe! Uznano to za ewenement na skalę światową. Bieganie zadziałało jak przeszczep serca. Wtedy wyznaczyłem sobie ambitne maratońskie cele. Miałbym dodatkową satysfakcję, gdyby moje losy i osiągnięcia zachęciły ludzi zmagających się z chorobami i fizycznymi ułomnościami do pójścia w moje ślady – mówi.

Gdy pan Witold pokazuje mi lekarskie świadectwa dokumentujące jego dolegliwości, przecieram oczy ze zdumienia. Doskwierająca łąkotka, bolesny uraz stóp, pylica (efekt pracy w kopalni), rozedma płuc, przesunięcie kręgów, niedomykalność zastawek…Z podobnymi chorobami inni okupują przychodnie zdrowia, posuwają się o lasce na krótkich spacerach i siedzą w bamboszach przed telewizorem. A Radke biega na długich dystansach i nigdy nie zszedł z trasy! Gdyby nie wspomniane schorzenia, najprawdopodobniej jego wyniki byłyby znacznie lepsze. Jest z kogo brać wzór w momentach załamań i narzekania na okrutny los… Radke nie ogranicza się tylko do startów. Przed każdym wyjazdem studiuje mapy miast i okolic oraz turystyczne przewodniki, a po biegu wyrusza na zwiedzanie zabytków i ciekawych miejsc, kontempluje miejscową przyrodę. Kilkadziesiąt albumów pęka od zdjęć zakątków, które odwiedził. Dzięki wyjazdom posiadł sporą wiedzę historyczną i geograficzną. W domu nie ma z kim podzielić się swoimi wrażeniami.

– Świąteczny czas, Sylwester, Nowy Rok, nie nastrajają mnie radością. Kilka lat temu pochowałem żonę. Bardzo mi jej brakuje – zwierza się pan Witold.

W marcu br. zawitał do Azji, startując w maratonie w tureckiej Antalyi. Niedawno przebiegł maraton w Skopje. W ten sposób upamiętniono tam 2500. rocznicę bitwy pod Maratonem, po zakończeniu której goniec Filippides pobiegł do Aten z wieścią o zwycięstwie Greków nad Persami i zmarł po osiągnięciu celu. W gronie zawodników znaleźli się reprezentanci 21 państw. Wśród nich było 7 Polaków (czterech z nich to żołnierze stacjonujący w pobliskim Kosowie w ramach sił ONZ).

- Start i meta znajdowały się na największym placu Skopje, Skwerze Macedonia, Trasa wiodła wzdłuż rzeki Vardar, m.in. pod piętrzącymi się na wzgórzu murami średniowiecznej twierdzy Kale. Sceneria przypominała trochę Wałbrzych. Skopje też otoczone jest górami, a na jednym ze szczytów postawiono 67-metrowej wysokości krzyż milenijny. Tylko klimat nie był wałbrzyski, bowiem w czasie maratonu temperatura dochodziła do 30 st. C, co stanowiło utrudnienie dla biegaczy – opowiada.

Zwyciężył Węgier Tamas Toth w czasie 2:28:56. Radke był 44. z rezultatem 3:51:58 i zajmując w swojej kategorii 10. miejsce (dotychczas kilkunastokrotnie ją wygrywał). Sponsorami startu były firmy: „Kompleks”, OST i „Alba”. Ich prezesom: Januszowi Wystempowi, Marianowi Szulcowi i Witoldowi Seńczukowi, wałbrzyszanin serdecznie dziękuje.

- Start w Macedonii potraktowałem jako trening przed wyjazdem na maraton do Rio de Janeiro. Po Europie, Ameryce Północnej i Azji, będę biegł w Ameryce Południowej. Postaram się nie przynieść tam wstydu. Jeżeli zdrowie pozwoli – dodaje śmiejąc się Witold Radke.
Andrzej Basiński









co czytamy we wrześniu
1. Festiwalowe lato
2. Foto: Rozpoczęcie lata na...
3. Sprawy romskie
4. Stare zdjęcia: Biały Kami...
5. Gmina Głuszyca - główne i...

walbrzych.info
redakcja  •  reklama  •  logo, banery  •  regulamin  •  zgłoś błąd

Copyright © 2003-2022 walbrzych.info  •  strony internetowe i hosting Wałbrzych