Dużym sukcesem zespołu SSS Bokser Strzegom, składającym się w większości z wałbrzyskich zawodników, zakończyły się 81. Indywidualne Mistrzostwa Polski Seniorów w Boksie, które odbyły się w hali modernizowanego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Strzegomiu. Trzy złote medale i dwa srebrne, to dorobek imponujący, ale często bywa tak, że radości towarzyszy żal.
Jednym z triumfatorów został Rafał Kaczor, który zgarnął złoto w kategorii 51 kg po raz szósty, udowadniając po raz kolejny, że w kraju nie ma lepszej od niego „muchy”. Rafał pokonał w finale Piotra Gudela (Cristal Białystok) 8:3. Miał w Strzegomiu wystąpić jako lider nowego zespołu, Kaczor Boks Team Wałbrzych, ale ponieważ nie udało się dopiąć na czas spraw organizacyjnych (licencje), tym razem zasilił klub, w którym trenerem jest jego tata, Zenon Kaczor. Złoty medal w kat. 54 kg wywalczony po zwyciężeniu w finale utytułowanego Krzysztofa Rogowskiego (PKB Poznań) 6:3, którego sierpów umiejętnie unikał, powinien podbudować Mariusza Burzyńskiego i może on na dłużej dominować wśród krajowych „kogutów” (Mariusza przepraszamy za przekłamanie w materiale o nim, w którym napisaliśmy, że jest ojcem 10-miesięcznej dziewczynki, a tymczasem jest tatą chłopczyka). Przyjemną niespodzianką był złoty medal Piotra Rucińskiego w najliczniej obsadzonej (32 zawodników) kat.75 kg. Przez cały turniej walczył znakomicie, by w finale pokonać Tomasza Jabłońskiego (Sako Gdańsk) 2:1. Należy oczekiwać, że Ruciński będzie w kolejnych zawodach udowadniał, że złoto trafiło we właściwe ręce. Sebastian Jaszowski już w pierwszej walce w kat. 69 kg trafił na głównego pretendenta do mistrzowskiego tytułu, Krzysztofa Chudeckiego (PKB) i w znakomitym stylu wygrał z nim 12:8, a dopiero w finale przegrał z Kamilem Szeremetą (Hetman Białystok) 0:6. Z Sebastiana powinno być jeszcze sporo pociechy. Niejako zastąpił on swojego brata, Mariusza, którego trener Kaczor uważa za największy dotychczasowy talent wśród swoich wychowanków, a który musiał wyemigrować za chlebem. Osobny rozdział, to udział w MP Krzysztofa Sadłonia w kat. 81 kg. W pierwszej walce w 3. r. poddano jego rywala, mocnego Norberta Dąbrowskiego (Gwardia Warszawa), w drugiej pokonał Artura Daschke (Sako) przez rsc w 1 r., w trzeciej wygrał z Dariuszem Juraszkiem (Tygrys Elbląg) 7:0, a w czwartej zwyciężył Damiana Kośmidera (Tygrys) 6:0. Wydawało się, że Krzysiek złoto ma w kieszeni, ale w finale uległ 0:1 z Włodzimierzowi Letrowi (PKB)
- Jestem załamany. Po takiej serii przegrać na własnym ringu jednym punktem! Chyba są to moje ostatnie mistrzostwa i zakończę karierę. Mam ogromy żal do sędziów, którzy nie widzieli fauli mojego przeciwnika, który jak zapaśnik rzucał mną po ringu, a to, co pokazały ich maszynki jest dla mnie nie do pojęcia. Wszystko, głównie życie rodzinne, poświęciłem boksowi, a spotkał mnie srogi zawód. Teraz czeka mnie ślub, na świat przyjdzie dziecko. Muszę poważniej zająć się moimi bliskimi – mówi Krzysiek.
Może jeszcze zmieni zdanie w sprawie dalszej kariery?
- Jestem dumny z postawy moich wychowanków. W większości stanęli na wysokości zadania. Najwyżej oceniam Rucińskiego, który po trzech latach przerwy wrócił do boksu. Bardzo dobrze spisał się Burzyński, który przez kilka lat był w kat. 51 kg w cieniu mojego syna, Rafała. Syn zrobił, co do niego należało. Boksował na luzie i dobrze wykorzystał swoje ringowe doświadczenie. Jaszowski walczył z kontuzją barku, a mimo to osiągnął życiowy sukces. Żal mi Sadłonia, który przez turniej przeszedł jak burza, by przegrać 0:1 w finale. Mam pretensje do sędziów. Krzysiek jest bardzo rozżalony, ale liczę, że się pozbiera, gdyż wiąże z nim spore oczekiwania. Chciałbym podkreślić, że moi podopieczni w większości pracują zawodowo i uczą się, więc nie mogą na uprawianie boksu poświęcić więcej czasu, a z uprawiania tej dyscypliny wyżyć się u nas nie da – podsumował występ zespołu trener Zenon Kaczor.
Do MP i udziału w nich pozostałych członków zespołu, jeszcze wrócimy.
Andrzej Basiński