Aż pięcioma językami rozmawiają muzycy Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu. Jak się okazuje, praca w wałbrzyskiej orkiestrze symfonicznej, to łakomy kąsek dla absolwentów uczelni muzycznych w całej Europie. W tej chwili na rozmowy kwalifikacyjne czeka osiemnaście osób, z czego prawie połowa to artyści z innych krajów.
- W tej chwili w naszej orkiestrze mamy instrumentalistów z Węgier, Anglii, Austrii, Ukrainy i Niemiec – mówi Dariusz Mikulski, dyrektor Filharmonii Sudeckiej. - Absolwentom uczelni muzycznych bardzo zależy na pracy w orkiestrze. To trudna umiejętność, bo w szkole wszyscy pracują indywidualnie ze swoimi profesorami. Ale tylko niewielki procent muzyków decyduje się na karierę solową. Większość woli grać w zespole, najpierw jednak trzeba ten zespół znaleźć. Niektóre orkiestry przyjmują tylko doświadczonych muzyków, z długim stażem, nie wszyscy chcą ryzykować z osobami, które są na początku drogi zawodowej. Ale ja uważam, że należy dać im szansę, zwłaszcza, że są doskonale wykształceni - podkreśla dyr. Mikulski.
Szef filharmonii jest zadowolony ze swoich zagranicznych pracowników, bo, z racji oddalenia od domu rodzinnego, cały swój czas poświęcają na doskonalenie gry na instrumencie.
- Kilku mieszka w naszych pokojach gościnnych (zwanych "Sheratonem" - śmieje się Mikulski). - Tam się spotykają, muzykują, ćwiczą, jednym słowem - żyją pracą - dodaje dyrektor. Dariusz Mikulski jest przekonany, że zagraniczni instrumentaliści pozostaną w orkiestrze co najmniej kilka lat. - Życie w Wałbrzychu jest dla nich tanie, otrzymują całkiem przyzwoite wynagrodzenie, pracują w dobrej orkiestrze. Wiem, że często namawiają na pracę w Wałbrzychu swoich młodszych kolegów z uczelni - mówi.
Szela