Zdecydowanie nie wiedzie się dwóm drużynom z Wałbrzycha w rozgrywkach ligowych. Obok zajmujących ostatnie miejsce w tabeli koszykarzy Górnika, także siatkarze Victorii PWSZ spisują się dużo poniżej oczekiwań kibiców.
Zespół prowadzony przez trenera Janusza Ignaczaka rozegrał do tej pory 13 spotkań w II lidze siatkarzy. Niestety z dorobkiem zaledwie 6 punktów na koncie, ekipa spod Chełmca znajduje się na samym końcu ligowej tabeli. - Na początku potrzeba było nam trochę czasu, by młodzi zawodnicy się ograli. Pierwszym 5 meczom towarzyszyło trochę stresu. Poznawaliśmy się nawzajem, bo zespół jest zupełnie nowy. Wyszły nam 2-3 spotkania, które udało się nam wygrać. W tym momencie mamy jeszcze kontakt punktowy z drużynami znajdującymi się w tabeli nieco wyżej od nas. Wierzę, że nasza gra będzie wyglądać już tylko lepiej - mówi Tymoteusz Gajek, rozgrywający Victorii PWSZ Wałbrzych. Szansa na odbicie się od ligowego dna dla wałbrzyskich siatkarzy nadarzyła się podczas ostatniego spotkania we własnej hali z Bzurą Ozorków. Goście, którzy walczą o awans do fazy play off pokazali jednak wałbrzyszanom ich miejsce w szeregu. Siatkarze Victorii opór drużynie przeciwnej postawili tylko w I i III odsłonie sobotniego spotkania. 3 seta udało się nawet wygrać podopiecznym Janusza Ignaczaka, pozostałe natomiast, padły łupem siatkarzy z Ozorkowa.
Obecnie sytuacja wałbrzyskiego zespołu nie jest najlepsza. W walce o jakże potrzebne drużynie punkty ma pomóc Krzysztof Zdrzałka, który powrócił do Wałbrzycha po dość długiej przerwie. - Zacznijmy od tego, że 4 miesiące nie trenowałem i dopiero powoli dochodzę do dawnej formy. Spróbuję chłopakom pomóc, choć jest to naprawdę młoda drużyna, która jeszcze się „dociera”. Gramy teraz mecze z teoretycznie słabszymi rywalami więc myślę, że nie będzie problemu ze zdobywaniem punktów. Głęboko wierzę, że uda się nam utrzymać drugoligowy byt dla tej drużyny w tym sezonie – przekonuje Krzysztof Zdrzałka, skrzydłowy Victorii PWSZ Wałbrzych.
Norbert Grabowski