Czekał także na jej konkubenta Mariusza V., który był oprawcą jej synka.
Dziecko było maltretowane przez kilka miesięcy. Sąsiedzi, choć słyszeli krzyki nie zawiadomili policji. Twierdzą, że bali się mężczyzny, czytamy w Gazecie Wrocławskiej. Jednak półtora roku wcześniej nie zawahali się zgłosić, że ów człowiek włączył za głośno muzykę. Policjanci tłumaczą, że oprócz tego jednego zgłoszenia nie mieli innych.
Co na to opieka spoleczna? Pracownicy podobno nie wiedzieli o tym, że kobieta z dzieckiem mieszka u Mariuszem V., choć ten korzysta z ich pomocy od lat. Dlaczego nie reagujemy na krzywdę innych zwłaszcza jeśli chodzi o maltretowane dzieci. Mimo że jest to niezrozumiałe dla policjantów chociażby z wałbrzyskich komisariatów, boimy się procedur, chodzenia po sądach, wyjaśnień przed prokuratorem czy złośliwości ze strony sąsiadów. Wałbrzyszanie swoje spostrzeżenia, że w mieszkaniu obok dzieje się źle zgłaszają policji sporadycznie.