Piątkowy koncert Closterkeller to dowód na to, że jest to zespół genialnie sprawdzający się w warunkach koncertowych. Nie zabrakło żadnego z potencjalnie upragnionych elementów. Była charyzma. Była promocja płyty powstałej po reaktywacji zespołu. Nie zabrakło znanych hitów. I problemów technicznych dodających pieprzyku spójnej całości.
Warsztatowo w doskonałej formie. Pomimo drobnych niedyspozycji wokalnych, które stały się udziałem Anji widać, że zespół funkcjonuje w tej chwili w doskonałym składzie. Powrót perkusisty Gerarda Klawe dodał tylko energii i impetu całości.
Koncert był elementem trasy promocyjnej wydanej w zeszłym roku płyty Bordeaux, ale nie zabrakło hitów, z których Closterkeller jest najbardziej znany. Fani z pewnością się nie zawiedli. Jak zwykle przestrzał wiekowy audytorium miał bardzo szeroką rozpiętość. Od wesołej trzylatki po miłośników słuchających zespołu w czasach gdy powstawał.
Technicznie nie był to majstersztyk, ale nadrobiono charyzmą (niezawodnej wokalistki) i doświadczeniem scenicznym.
Bardzo dobrze sprawdził się także suport XYY dzielnie radzący sobie z niedoskonałościami natury technicznej. Wokalista - Paveu Ostrovsky nie znany jeszcze szerszej publiczności z pewnością w najbliższej przyszłości pokaże na co go stać.