„Gniew”. Spektakl z repertuaru Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu to wybiórczo potraktowana adaptacja powieść Olgi Tokarczuk, następnie „Prowadź nas przez kości umarłych” –instalacja prezentowana bezpośrednio po spektaklu, tytułem i zawartością nawiązująca do wspomnianej powieści.
Tematyka ekologiczna przybierająca postać horroru to wątek w Teatrze Polskim rzadki. Podobnie jak spektakle opierane merytorycznie na tekście powieści. Trudno bowiem przy użyciu teatralnego języka zilustrować ten gatunek literacki. A jeszcze trudniej gdy na warsztat bierze się kryminał.
Jednak wybrnięto. I to całkiem sprawnie. Plastyczna forma scenograficzno – wizualna dobrze oddaje grozę całego przedsięwzięcia. Wreszcie tytułowy Gniew to emocja nadrzędna. Napędzająca główną bohaterkę w obu wariantach dzieła. Spektakl sprawnie okraja całość z wątków pobocznych pozostawiając sedno, nie gubiąc się jednocześnie w nadbudowie treści, a skupiając na symbolicznych przestrzeniach wizualnych.
Sporo odniesień. I wreszcie epicentrum całości tak merytorycznej jak i odwoławczej czyli zwierzę jako istota stawiana na równi człowiekowi. Na równi w sensie prawa do życia i swobodnej egzystencji.
Krew zwierząt symbolicznie składana na ołtarzu zwykłej, bezrefleksyjnie traktowanej rozrywki bez jakiejkolwiek refleksji nad sednem tego co zabijane. Do tego uświęcony przekaz i pozwolenie na tego typu zachowania sankcjonowane nawet przez księży, którzy w pierwotnym zamyśle ewangelicznym powołani zostali przecież do troski o wszelkie życie.
Walorem także sensualne skupienie na jakości jednego, pierwotnego wątku. Do którego nadbudowy tworzą wyłącznie emocje generowane w umyśle widza.