Kobieta. Temat chwytliwy. Jej rola. Zobowiązania. Zadania, którym musi sprostać by móc się kobietą nazwać. Misje, które musi wykonać by to zaszczytne miano „prawdziwej kobiety” miało do niej szansę przylgnąć. Osoby, które musi zadowolić. Otoczenie, które musi jej przytakiwać. Wreszcie ona sama w tym wszystkim - rozdarta pomiędzy tym czego chce kultura i wzorce, a czego ona sama od życia pragnie i potrzebuje. Na granicy tych dwóch światów rodzi się konflikt. Rodzi się dygresja i uwspółcześnione cierpienie pragnącej siebie jednostki. O tym konflikcie traktuje spektakl „A, nie z zielonego wzgórza”.
Ania to współczesna kobieta. Zeszła już z firmamentu klasycznego modelu i wzorca dla tysięcy dziewczynek. Nie chce już być dodatkiem do męskiego krawata. Jej jedynym marzeniem nie jest już „obdarzenie” dzieckiem kolejnego mężczyzny i rozradowanie w jego ramionach. Nie realizuje się tylko w roli matki i elementu męskiego świata. Chce sama umeblować swoją rzeczywistość. Zaczęła kwestionować środowisko w którym wzrastała i zrobić krok dalej. Komunikuje przez sarkazm i ironię. Odcina się od oczekiwań. Chce pójść na przód. Nie ma ochoty czekać. Sankcje za bycie karykaturą kobiecości przestały jej uwłaczać. Konfrontuje oczywistość z wewnętrznym systemem przekonań. Czy wybiera siebie?
Z drugiej strony nadal pragnie miłości i męskich oczu wpatrzonych w nią bez filtra doskonałości. Romantyzm nie jest dla niej egzotem. Hula w jej duszy kiedy nikt nie patrzy. Potrzebuje tolerancji. Może akceptacji. Chce Gilberta. Na ile może go mieć wyłamana z oczekiwań kultury, której jest dzieckiem i owocem?
Jest kumulacją konfliktu i zapotrzebowań , które każą jej dobrze wyglądać, świetnie ćwiczyć, być w formie i znać na pamięć hasła z encyklopedii medycznej czy najlepsze warunki do wychowania przyszłego potomstwa. Z drugiej strony oczekuje się od niej że zajmie się swoją matką, i odpłaci dobrem i opieką niezależnie od tego w jak dysfunkcyjnych warunkach została wychowana. Paradoks pokrzywionych dzieci współczesności. Widzi poranione zasady, którymi była traktowana i manipulowana w dzieciństwie. Ćwiczona według wzorca przystosowanej do życia dziewczynki z nastawieniem na jej efektywne wykorzystywanie przez innych. Byle nie siebie. I teraz się od tego odcina. Nawet za cenę negacji jej osoby przez utarte, schematycznie myślące otoczenie. Chce żyć po swojemu. Opuścić symboliczny pokój dziecięcy w którym puchła od kalek i schematów.
Wyjść z roli wzorca. Zacząć być sobą. Wbrew i dzięki wszystkim.