Gwiazdą piątkowego koncertu Filharmonii Sudeckiej była niewątpliwie Marta Magdalena Lelek. Skrzypaczka uważana w tej chwili za jedną z najciekawszych – doskonale odnalazła się w prezentowanym repertuarze, czyli Koncercie skrzypcowym „Pamięci Anioła” Albana Berga. Sednem inspiracyjnym dla kompozytora była wiadomość o śmierci Manon Gropius – 18letniej córce Almy Mahler- Gropius-Warfel. Wydarzenie to wstrząsnęło kompozytorem i przesądziło o kształcie całego dzieła. Koncert składa się z dwóch części – pierwsza oparta na dramaturgii zagęszczanej stopniowymi wyciszeniami. Druga – w której przeważają cytaty z korynckiej melodii ludowej, gdzie komentatorzy dopatrują się symbolicznych odwołań do niewinności Manon.
Całość ze względu na kontekst, w którym należy ją odczytywać oparta jest na wielości znaczeń, chaosie jaki rodzi się w głowie zrozpaczonego po śmierci dziecka rodzica. Niejednoznaczności i brak klarowności przekazu. Urywane dźwięki, jak myśli których nie może pozbierać. Dysonanse i polifonia. Jako środki do wyrażenia niepokoju duszy i destabilizacji umysłu.
I to była niewątpliwie część najciekawsza. Pełna emocji i wirtuozerii w wykonaniu solowym.
Kunsztu nie można jednak odmówić także orkiestrze symfonicznej, która odegrała także utwór poprzedzający występ Lelek czyli Uwerturę „Coriolan” , zainspirowaną losami rzymskiego wodza Coriolana – będącego zarazem tytułowym bohaterem jednego z dramatów Szekspira. Na zakończenie - I Symfonia c – moll op. 68 Johannesa Brahmsa. Całość wykonana pod batutą Marcina Nałęcza – Niesiołowskiego, dyrektora naczelnego i artystycznego wielu orkiestr, współpracującego z wieloma zespołami w kraju i na świecie. (Wielka Brytania, Korea, Meksyk, Maroko, Estonia), którego dokonania długo by wymieniać.
Co ciekawe, finałową Symfonię często myloną z „Odą do radości” Beethovena. Do tego stopnia, że przylgnęła do niej nawet nazwa „X Symfonia”. Słynący z porywczego charakteru Brahms, po raz kolejny poproszony o komentarz do tej analogii stwierdził, iż nie bardziej od niej dziwi go fakt iż „każdy osioł ją słyszy”. Czy zatem melomanom rozpoznającym te odwołania podczas wieczornego koncertu przystoi cieszyć się z rozpoznania owych analogii czy raczej smucić po zapoznaniu z komentarzem samego kompozytora?