Wieloetapowość narracji prowadzonej w kilku wątkach jednocześnie uwypukla sedno spektaklu. „Kamasutra. Studium przyjemności” to teatr doznań. Językowe onomatopeje, gra świateł i żonglerka dwuznacznością to główne atrybuty widowiska. Brak emanowania nagością przy jednoczesnym trafieniu w sedno prowadzonego wątku. Zaleta. Mówić tak żeby nie powiedzieć, a jednocześnie akcentować o czym mowa. Realne scenografie, muzyka podkreślająca słowo i świetna gra aktorska. Zwłaszcza postaci występujących gościnnie. I kobiety jako sedno i główny punkt odniesienia. Aktorsko i merytorycznie.
Sam spektakl to opowieść o różnych rodzajach kochania. Tym wyuzdanym, i tym wstrzemięźliwym. Tym nastawionym na bodźce i doznania i tym powstrzymującym się od uzewnętrznia swoich żądz. O zdradzie i monogamii. O słowach i o milczeniu. O jęku i ciszy. Bo miłość niejedno ma imię.