„Zeszyty don Rigoberta” to kontynuacja głośnej „Pochwały macochy” Mario Vargasa Llosy, której fabuła jest o parta o bulwersujący związek macochy i jej małoletniego pasierba. Akcja powieści kończy się w momencie gdy małżonek dowiaduje się o poczynaniach swojej świeżo upieczonej żony. Wyrzuca niewierną małżonkę z domu by pogrążyć się w bólu i nieszczęściu. W tym miejscu rozpoczyna się akcja najnowszej powieści Llosy – „Zeszyty don Rigoberta”. Żyjący z dala od siebie stęsknieni małżonkowie rozpamiętują czas, który dzielili we dwoje, snują marzenia, niekiedy frywolne wizje oparte jedynie na ich bujnej wyobraźni. Sami nie widząc kiedy kończy się wspomnienie, a zaczyna erotyczne, głęboko zmysłowe marzenie.
Akcja powieści przelatana jest listami – manifestami, które –co wydaje się wielce prawdopodobne – sam autor wkłada swoim bohaterom w usta. Jest słowo o stosunku Rigoberta do feminizmu, jest nieco o ekshibicjonistach czy różnego kalibru fetyszystach. „ Zeszyty don Rigoberta” to jednak przede wszystkim zapis ludzkich pragnień, nietłumionych przez jakiekolwiek ograniczenia czy wstyd. To manifest ludzkiego prawa do rozwoju i indywidualności pod każdym względem, także tym erotycznym i zmysłowym.
Recenzja napisana dzięki uprzejmości wydawnictwa 'Znak'