Był 4 kwietnia bieżącego roku. Naładowany pozytywną energią (3 kwietnia obchodziłem imieniny i usłyszałem dużo ciepłych słów) w ten piękny, ciepły, sobotni poranek, przed wyjazdem do grupy przyjaciół, postanowiłem zatankować swoje auto. Wszak kontrolka benzyny świeciła się już dwa dni, a gazu lada chwila zacznie świecić się na czerwono. Zakręciłem do lidera detalicznej sprzedaży paliw (ponad 1800 stacji w Polsce). Paliwa nie najtańsze, ale lider. Jakież było moje zdziwienie kiedy do mojego zbiornika gazu, rzadko wpuszczającego więcej niż 33 litry, pomieściły się ponad 34 litry. Pewnie bym to przeżył, gdyby nie fakt, że w zbiorniku było go jeszcze minimum 5 litrów (zielona kontrolka). Troszeczkę zdegustowany wszedłem do kasy i taktownie pogratulowałem dystrybutorów oraz wyjaśniłem dlaczego tak zareagowałem. Pani szybko zripostowała, że może mi pokazać świadectwo legalizacji. Nie wymagałem tego. Ponownie podałem fakty. Rezolutna kasjerka wpadła na pomysł, że pewnie wlano mi ponad 80% limit butli. Stwierdziłem, że 30 marca tankowałem w jednym z marketów, gdzie wjechałem bez gazu i wlano mi wówczas 33 litry (mam na to dokumenty). Pani, nie tracąc zimnej krwi stwierdziła, że ona wlewała tam do 5 litrowego kanistra paliwo i wlali jej ponad 6 litrów. Nie pytałem co ma piernik do wiatraka. To był jej problem. Mogła to spokojnie wyjaśnić. Ja nie mogłem udowodnić, że miałem minimum 5 litrów gazu w zbiorniku. Ponieważ grzecznie zadeklarowałem przy klientach, że będę omijał tę stację lidera, pani zaproponowała mi abym to opisał i gdzieś wysłał. Nie zamierzam dla kilkunastu złotych toczyć bitew z liderem. Często tankuję u „lidera” ale będąc przejazdem w Strzegomiu lub Świdnicy. Tam paliwo jest o kilkanaście groszy na litrze tańsze. Przy całym baku daje mi to dodatkowe dwa litry. W Wałbrzychu, nie wiedząc czemu, cena jest odpowiednio wyższa. Na całe szczęście mam wybór!. Piękny dzień i spotkanie z liczną grupą przyjaciół zatarły poranny niesmak. MOIM ZDANIEM proceder oszustwa na paliwach trwa od lat. Kolejne kontrole wyłapują mniej ustawionych lub wyjątkowo pazernych czy głupich właścicieli stacji. Podczas sprawdzania stacji benzynowych pod względem jakości paliw oraz lojalności w sprawie odmierzania odpowiedniej ilości, w co piątej stacji paliw doszukano się jakiś oszustw. Kierowcy pod dystrybutorem są praktycznie bezbronni. Możemy jedynie zwrócić uwagę na tzw. „latarkę” (szklany wziernik na dystrybutorze) czy paliwo nie jest rozwarstwione, czy nie ma dziwnego koloru. Należy też zwrócić uwagę na zapach paliwa. Tankujący LPG nie mają już nic do powiedzenia. Tymczasem po polskich drogach jeździ blisko 1,5 milionów aut zasilanych autogazem. Państwowa Inspekcja Handlowa stwierdza: blisko co siódma stacja sprzedająca LPG robi to bez zezwolenia, co piąta przechowuje gaz w sposób grożący wybuchem lub pożarem. Gaz opałowy zwolniony z podatku akcyzowego sprzedawany jest jako autogaz - mają bowiem praktycznie identyczny skład. Na terenie stacji montowane są tak zwane „ośmiorniczki”, czyli urządzenia służące do przetaczania gazu z butli do dystrybutorów. Sprytni unikają płacenia akcyzy oraz opłaty paliwowej. I to dla właściciela auta to jeszcze pół biedy. Najprostszą metodą sfałszowania gazu ze szkodą dla kierowców jest zmiana jego mieszanki. Według polskiej normy, gaz powinien składać się po połowie z propanu i butanu. Butan jest o 20% tańszy i miesza się go z propanem w gorszych dla kierowcy proporcjach. Droższy propan jest znacznie bardziej kaloryczny. Właściciel na każdym litrze „zrobionego” autogazu zarabia kilkanaście groszy. A kierowca musi tankować więcej gazu bo mieszanka jest mniej wydajna. Proporcje pomiędzy propanem i butanem zmieniają się też w zależności od pory roku. Latem w składzie LPG powinien przeważać butan, a zimą propan. Jeśli stosunki te zostaną zachwiane, samochód zasilany takim gazem może po prostu przestać jeździć. Nie jest to jednak ostatni problem związany z jakością gazu. Około 80 proc. propan-butanu pochodzi z importu, głównie zza wschodniej granicy. Importerzy kupują tam gaz fatalnej jakości. Jego skład nie spełnia kryteriów stawianych LPG. Właściciele wielu stacji przestawiają liczniki w dystrybutorach i do naszych baków trafia mniej paliwa. Zarobek łatwy i szybki. Każdy dystrybutor powinien być legalizowany, ale w praktyce różnie z tym bywa. Na całe szczęście są też stacje objęte systemem ciągłego monitoringu jakości paliwa. Jeśli decydujemy się na tankowanie paliwa na jednej czy kilku stacjach warto sprawdzić, czy nie figuruje ona na tzw. czarnej liście stacji paliw, jakie można znaleźć np. na stronach internetowych P.I.H. oraz U.O.K.i K. Pamiętaj również o każdorazowym zabraniu paragonu kasowego na paliwo. Jest to dowód zakupu paliwa na tej, a nie innej stacji. Szerokiej drogi!
Ryszard Stochła